Kolejne spadki na światowych giełdach nie są czymś, co interesuje polskich dziennikarzy. Nasze media wolą raczej zamoczone laptopy. Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna. Ale jak długo jeszcze „polskiej wsi” nie będzie dotyczyło to, co dzieje się w Nowym Jorku lub Szanghaju?
Już dotyczy. Przy współczesnym powiązaniu poszczególnych krajowych rynków, każdy wstrząs dociera także do Polski. Oczywiście, nasi dziennikarze mogą mieć trochę racji uważając, iż kryzys jest niewielki, przejściowy, bez znaczenia dla polskiej ekonomii. Ale mogą się również boleśnie mylić.
Każdy ekspert mówi co innego na temat obecnych wydarzeń. Jest to zgodne z osiągnięciami nauk ekonomicznych, które nadal nie mają pojęcia jaki jest właściwie mechanizm kryzysu. Tak naprawdę nie wiadomo więc ku czemu dąży obecna sytuacja.
Bardzo prawdopodobna jest szybka normalizacja na światowych giełdach. Lecz przecież obecne problemy mają dużo szerszą podstawę. Gwałtownie spadają obroty w sektorze usług, obniżają się notowania banków, a równocześnie stale rosną ceny surowców, w tym najważniejszego – ropy.
Możliwe, że pędzimy właśnie stromo w dół wykresu cyklów koniunkturalnych i nawet sobie nie zdajemy z tego sprawy. Już za chwilę kwestia kto i kiedy rozwalił jakieś laptopa naprawdę przestanie być wydarzeniem dnia.
Od kilkunastu lat żyjemy w przekonaniu, iż czeka nas jedynie nieustający rozwój gospodarczy. Tymczasem w każdej chwili może się zdarzyć krach, który nie tylko zahamuje gospodarkę, ale w dodatku zmieni sytuację geopolityczną. Czy nasi politycy są gotowi do naprawdę historycznych wyzwań?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)