- Aaa! Aaaaa!
- Donald?! Donald?! Co jest?! Czemu skuliłeś się w kącie i płaczesz…? I… i co się stało z twoim laptopem? Żeby tylko Dobry Zbyszek tego nie zobaczył. On się strasznie podnieca na taki widok.
- Ech… chlip… Grzesiu… surfowałem sobie po Internecie… bo wiesz, że lubię czytać jak zwykli ludzie krytykują Kaczorów… i nagle patrzę, a tu wyniki nowego sondażu… chlip...
- Już spokojnie… Spokojnie… To co tam było, w tym sondażu?
- Ach! Tam było, że ja nie jestem najlepszym premierem! Kazio był! Ja dopiero trzeci! Jak to możliwe…? Jak…?
- Przecież to niezły wynik, Donaldzie. Trzecie miejsce po dwóch miesiącach premierowania? Sehr Gut, jakby powiedziała nasza przyjaciółka Angela.
- Ty nic nie rozumiesz, debilu! Przecież Kazio był premierem Kaczorów! A ja jestem wysłannikiem Miłości! Czemu nie chcą mnie kochać?
- Jak nie? Nasza partia ma ciągle ponad pięćdziesiąt procent…
- Właśnie! A dlaczego nie sto?
- Hm… No tak… Ale mamy czas…I świetnych apostołów naszej Miłości. Dobry Zbyszek i Bronek się ostatnio bardzo starają.
- Tak?! A popatrz co się dzieje! Dobry Zbyszek powiedział tyle ważnych rzeczy posłom, a oni się śmiali. I ci dziennikarze! Zamiast się zajmować zarzutami wobec kaczystów, to w kółko wałkują sprawę przecieku z posiedzenia Sejmu. W tym bulgocie wszyscy zapomnieli o co chodziło Dobremu Zbyszkowi.
- Hm, no tak. To chyba efekt uboczny hodowli dziennikarzy przeprowadzonej przez Przyjaciół. Tyle lat wybierali odpowiednie egzemplarze i kształcili w nich potrzebne odruchy, że teraz to się czasem wyrywa spod kontroli. Efekt ostateczny hodowli nie odpowiada naszym obecnym potrzebom.
- To znaczy?
- To znaczy głupi są, ci dziennikarze. I to tak, że czasem się nimi nawet sterować nie da.
- Acha.
- Bronek za to zabłysnął i powiedział, że prokuratura będzie ścigać posłów, którzy zrobili przeciek. Zaraz się jakichś kaczystów pogoni… Ale z właśnie… Z Bronkiem jest jeden kłopot.
- Dalej siedzi w gabinecie i gładzi laskę?
- Nie, to już mu przeszło. Ale nos mu się coraz częściej odkleja. A razem z nim okulary i wąsy.
- Ech, pomyślę o tym jutro.
- Tak jak o służbie zdrowia?
- Właśnie.
- To powiem Bronkowi, żeby sobie sam radził… A teraz coś przyjemniejszego. Przyniosłem kożuszki, które dostaliśmy od naszego przyjaciela Władimira. Może przymierzymy?
- O, pewnie. Jeden dobry pomysł dziś miałeś. To podaj mi mój kożuch… Hm… twój jest jakiś krótki.
- Twój też, Donaldzie.
- Dziwne. Jak je włożyliśmy na Kremlu, to wydawały się w sam raz.
- No. Ale wtedy byliśmy na kolanach.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)