Adam Wielomski stwierdził, że najlepszym sposobem na poprawę poziomu nauczania w Polsce jest bat. Dosyć zabawna konstatacja, jak na wykładowcę prywatnej uczelni, która zapewne tak jak wszystkie inne istnieje wyłącznie dzięki nadzwyczajnej łagodności egzaminatorów. Przecież nie po to człowiek płaci, żeby nie zrobić dyplomu, prawda?
Muszę przyznać, iż pod wieloma względami moja opinia na temat najmłodszego pokolenia Polaków jest podobna jak doktora Wielomskiego: Takie pojęcia jak porządek, dyscyplina, autorytet, wykonywanie poleceń – to słowa już nie tylko tym młodym ludziom nieznane, ale wręcz dla nich nie zrozumiałe. Jednak moim zdaniem winna nie jest rozwydrzona młodzież, a właśnie ci, którzy ją uczą.
Czemu student miałby czuć szacunek wobec pracowników naukowych, którzy często absolutnie nic sobą nie reprezentują? Na zachodnich uniwersytetach można obcować z ludźmi legitymującymi się konkretnymi naukowymi osiągnięciami. A w Polsce? W rozpadających się salach wykładają starcy, którzy ostatnią pracę napisali dwadzieścia lat temu. W dodatku zatrudnieni na pięciu etatach, a i tak ledwo wiążący koniec z końcem.
Zresztą, tu nawet nie chodzi o kwestie materialne, chociaż brak pieniędzy jest oczywiście jedną z przyczyn kryzysu. Najtragiczniejsze jest to, że (poza może informatykami) polska nauka nie ma się absolutnie czym szczycić. Zarówno w dziedzinach ścisłych, jak i humanistycznych. A przecież w tych ostatnich pieniądze nie muszą grać decydującej roli. Trzeba po prostu umieć myśleć.
Tymczasem obserwując naszych „inteligentów” trudno nie przyznać, że plany Hitlera i Stalina zostały zrealizowane. Wyhodowano naród podludzi, niezdolny do radzenia sobie z poważnymi wyzwaniami intelektualnymi. Wybite podczas wojny i komunistycznego terroru polskie elity zostały zastąpione przez osoby, które na studiach otrzymały „punkty za pochodzenie”.
Zamiast więc narzekać na studentów należy się zabrać za skostniały gmach polskiego środowiska naukowego – remontując go, albo wręcz burząc i stawiając nowy. Tylko czy ktoś jest na to gotowy? Oczywiście nie.
Będziemy więc cieszyli się z milionów studiujących Polaków, a następnie wysyłali magistrów do pracy na londyńskim zmywaku. Taką właśnie rola przewidzieli dla nas dyktatorzy z przeszłości – taniej i tępej siły roboczej. Poganianej batem, tak jak tego chce Wielomski.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)