Donald Tusk wierzy w porozumienie z Rosją, mimo że ta twardo broni swych interesów i stale nam brutalnie grozi – nawet kilka dni po wizycie polskiego premiera w Moskwie. Donald Tusk wierzy w medyczny „biały szczyt”, chociaż lekarze już się wycofują z rozmów, które uważają za bezsensowne. Donald Tusk wierzy, uśmiecha się i obiecuje, iż będzie pięknie.
Krytycy mówią, że polski premier jest łatwowierny albo głupi. Tymczasem ja uważam, iż jest on po prostu dobrym człowiekiem. Tak jest – on naprawdę uważa szczerą rozmowę za najlepszy sposób osiągnięcia porozumienia. Przecież tak naprawdę zawsze jest droga do kompromisu, prawda? Tylko ludzie są czasem zbyt zaślepieni nienawiścią, by ją widzieć.
Wydawać by się mogło, iż „polityka miłości” prezentowana przez Tuska to wyjątkowo sprytna gra. Ale to nie jest gra, tylko wyraz charakteru premiera. On faktycznie chce dobrem i miłością robić politykę. Na tle patologicznej, zdemoralizowanej, złej klasy politycznej Donald Tusk wydaje się być niczym anioł. Powinniśmy się cieszyć z takiego premiera. Powinniśmy być dumni.
Jest jednak jeden problem.
Otóż od tysięcy lat polityka przyciąga jak magnes największe szumowiny. Tak było w czasach Sun Tzu, tak było za Macchiavellego i tak jest teraz.. To ludzie bez skrupułów i zasad, wyrwani prosto z kart „Księcia” decydują o kształcie świata. Putin, Bush, Sarkozy – oni bez zmrużenia oka wysyłają żołnierzy, by ginęli za interesy ojczystych państw. Mossad, MI 5, FSB, CIA wysadzają w powietrze wrogów i dokonują przewrotów w bananowych republikach.
Możemy nad tym ubolewać, ale polityka – a już zwłaszcza na szczeblu międzynarodowym, przypomina akwarium pełne wygłodzonych rekinów. I oto nagle Polskę ma w tym gronie ludojadów reprezentować łagodny delfinek. Spokojny i miły dla wszystkich. Jak daleko zdoła on dopłynąć?


Komentarze
Pokaż komentarze (15)