Rybitzky Rybitzky
66
BLOG

Przegrany Biały Orzeł

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 15

Żaden europejski naród nie upadł tak bardzo jak ten, którego symbolem jest biały orzeł na czerwonym tle. Przez wieki bohatersko opierał się najeźdźcom, a gdy popadł w niewolę nadal walczył, wzbudzając sympatię społeczeństw Zachodu. Po pierwszej wojnie światowej udało mu się zbudować duże, chociaż wieloetniczne państwo. Podczas drugiej wojny światowej państwo to zostało poddane brutalnemu rozbiorowi, a naród Białego Orła ponownie został zmuszony do bohaterskiej walki o wolność. Świetnie zorganizowany ruch oporu budził podziw u Aliantów.

Tak, w swej historii Serbowie wielokrotnie zdobywali swoimi czynami sympatię za granicą. Marsz serbskiej armii uciekającej w 1915 roku przed Austriakami na grecką wyspę Korfu śledził z napięciem cały świat. Tak samo było, gdy partyzanci Tity wyzwalali kraj bez pomocy Sowietów.

Jednak pod koniec dwudziestego wieku Serbowie oszaleli i nie ma co szukać dla nich usprawiedliwień, jak robią to niektórzy polscy, zwłaszcza prawicowi, autorzy. W 1989 Serbowie brutalnie stłumili powstanie w Kosowie – to była zapowiedź tego, co wydarzy się w ciągu następnej dekady. Gdy w 1991 roku z Jugosławii postanowiły wyjść Słowenia i Chorwacja, Serbowie odpowiedzieli przemocą, która przybrała na sile po wybuchu wojny bośniackiej. Serbskie bojówki dokonywały masowych zbrodni, pragnąć „oczyścić” etnicznie zajęte przez siebie tereny.

Ktoś może rzec, iż serbscy cywile także byli ofiarami. Owszem, i dlatego nie zamierzam porównywać tu skali przemocy. Jednak warto zaznaczyć, że na Serbach nikt nie dokonał Srebrenicy. I nikt poza nimi nie traktował czystki etnicznej jako podstawowego sposobu prowadzenia wojny, stosowanego konsekwentnie od 1989 do 1999 roku.

Serbowie przegrywali jednak wojny po prostu na polu walki. W 1999 ulegli NATO, ale w 1995 pokonali ich Chorwaci, a w 1991 nawet Słoweńcy. Jedyne co potrafili robić Serbowie, to właśnie mordować bezbronnych, w czym zresztą bardzo przypominają swoich najlepszych przyjaciół – Rosjan.

W efekcie Serbowie tracili kolejne tereny, ale ich politycy stale marzyli o Wielkiej Serbii, wpędzając naród w kolejne wojny. Ludzie biednieli, kraj stawał się pariasem Europy, lecz nacjonalizm płonął. Aż w 1999 roku doszło do powstania w Kosowie, wojny i interwencji sił NATO, czego efektem była utrata de facto tej historycznej prowincji.

Już wkrótce Serbia utraci Kosowo de iure. Albańczycy ogłoszą niepodległość, a Europa ją uzna. Łukasz Warzecha pisze o tym, iż sytuacja „nie jest czarno-biała” bo przecież Armia Wyzwolenia Kosowa była organizacja niemal terrorystyczną i również robiła czystki etniczne. Owszem. Ale rzecz w tym, że nawet tym „przemytnikom” udało się pokonać Serbów i wyrwać im ostatni możliwy do wyrwania fragment terytorium. Serbowie to naród, który przegrał na własne życzenie. Czego go teraz słuszna kara.

***

A Kosowa bynajmniej nie można porównywać z naszą Wielkopolską. Po pierwsze dlatego, że my potrafiliśmy powstrzymać napór innych żywiołów etnicznych. A po drugie - Serbia narodziła się bardziej na północ, Prisztina i okolice stały się centrum państwa na krótki czas w XIII-XIV wieku, i to po wcześniej dokonanym podboju. Jeśli już do czegoś porównywać Kosowo, to do Lwowa. Fakt, historycznie mamy do niego prawa. Ale czy wyrzynalibyśmy teraz Ukraińców, żeby go odzyskać?

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka