Obecnie rzadko jesteśmy świadkami naprawdę historycznych wydarzeń. Tym więc uważniej powinniśmy dziś obserwować przebieg wypadków w Kosowie. Tam na naszych oczach tworzy się prawdziwa historia.
W odróżnieniu od znacznej części prawicowych autorów Salonu24 nie jestem zwolennikiem Serbii. Bynajmniej nie oznacza to jednak, że darzę jakąś specjalną sympatią Albańczyków. Nie – po prostu uważam, iż należy docenić ich skuteczność w realizacji swoich interesów. Tak naprawdę tylko to się w polityce liczy.
Bez wątpienia jednak dzisiejsza, niemal pewna, deklaracja niepodległości Kosowa stworzy w Europie groźny precedens. Od 1945 nie było sytuacji, by uznano niepodległość kraju, który stanowił wcześniej integralną część innego państwa. W latach dziewięćdziesiątych rozpadały się kraje (przynajmniej formalnie) federacyjne: ZSRS, Czechosłowacja, Jugosławia. Tym razem Serbia straci terytorium, które nie było (tak jak np. Czarnogóra) krajem związkowym. A uznanie Kosowa przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone sprawi, że wszyscy separatyści w Europie otrzymają potężny propagandowy oręż.
Zdaje sobie z tego sprawę Hiszpania, która niepodległości Kosowa nie uzna. Z oczywistych względów – bałkański precedens to najlepszy prezent dla Basków i Katalończyków. Równocześnie Serbowie z Bośni ogłaszają, iż zrobią dokładnie to co mieszkańcy Kosowa, kończąc istnienie fikcji jaką stanowi Republika Bośni i Hercegowiny. Pytanie: jak na to zareaguje Europa i Ameryka? Przecież sytuacje jest bardzo podobna. W chwili gdy Kosowo stanie się niepodległe, granice na naszym kontynencie będzie można wyznaczać całkiem dowolnie.
Konsekwencje 17 lutego 2008 roku mogą być bardzo dalekosiężne. Także dla Polski. Można sobie wyobrazić, że za kilka lat z żądaniami autonomii wystąpią Ślązacy. Jednak równie prawdopodobny jest inny scenariusz – iż Polacy z Grodna i okolic postanowią odłączyć się od Białorusi, wykorzystując casus Kosowa. Political fiction? Cóż, historia ma to do siebie, że nieustannie zaskakuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)