Rybitzky Rybitzky
152
BLOG

Ostatnia wojna bałkańska?

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 33
Rosyjskie groźby wobec Zachodu są oczywiście żałosne. Moskwa nie użyje siły, bo nie ma nawet gdzie, i w jaki sposób. Swój kontyngent z Kosowa wycofała już pewien czas temu, umożliwiając zresztą tym samym Albańczykom na realne myślenie o niepodległości.

M-84Tak, obecność trzech tysięcy żołnierzy Putina (tyle liczył oddział stacjonujący w Kosowie) mocno komplikowałoby teraz sytuację. Jednak w tej chwili Rosja nie ma w rejonie żadnych sił. Nie ma też możliwości ich przemieszczenia.

Swoje siły ma za to, rzecz jasna, Serbia. I wcale nie mamy pewności, czy ich nie użyje. Zależy to od politycznej konfrontacji w Belgradzie – jeśli wygrają ją zwolennicy odzyskania Kosowa za wszelką cenę to każdy wariant będzie możliwy.

Vojska Srbije są, po kolejnych porażkach, bardzo słabą armią. Liczą mniej niż sto tysięcySokol G-4 żołnierzy wyposażonych w ok. 225 czołgów starego typu (większość to M-84, czyli jugosłowiańska wersja T-72) i 600 różnego typu wozów bojowych piechoty. Lotnictwo (które w razie starcia z NATO i tak nie będzie miało żadnej szansy) to ok. 60 starych maszyn, głównie jugosłowiańskie Soko. Najgorzej zaś Serbowie mają z helikopterami – ich brygada sił specjalnych dysponuje jedynie trzydziestoma.

Od kilku lat Serbia modernizuje wprawdzie swój sprzęt, lecz operacja ta polega na przerabianiu starych modeli, a nie produkcji nowych. W ten właśnie sposób czołgi M-84 stają się M-2001 co nie specjalnie poprawia ich walory na nowoczesnym polu walki.

M-2001Tymczasem w samym Kosowie stacjonuje 16 tysięcy żołnierzy KFOR, w tym po trzy tysiące amerykańskich, niemieckich oraz włoskich. A w razie potrzeby dostarczenie kolejnych oddziałów na lotnisko w Prisztinie nie powinno sprawić NATO żadnych problemów.

Czy więc Serbowie są bez szans? Otóż, moim zdaniem, niekoniecznie. Jednostki KFOR są lekko uzbrojonymi siłami policyjnymi. Poza Amerykanami nie przedstawiają one dużej wartości bojowej. Atak Serbów mógłby być dla nich zaskoczeniem. A pomoc nie musiałaby nadejść wcale tak szybko. Amerykańskie rezerwy w Europie, zarówno sprzętu, jak i ludzi, zostały ogołocone z powodu irackiej interwencji.

W początkowej fazie konfliktu NATO użyłoby swej miażdżącej przewagi w powietrzu zadając Serbom wielkie straty, lecz to nie musiałoby zatrzymać inwazji. Zwłaszcza, że Kosowo jest przecież bardzo małe. Gdyby Serbia użyła ok. 50 tys. żołnierzy mogłaby po prostu zalać wojskiem prowincję, i odizolować natowskie punkty oporu. Dodając do tego sprzyjającą (czyli uniemożliwiającą skuteczne wykorzystanie lotnictwa) pogodę ewentualna operacja rokowałaby, przynajmniej początkowy, sukces.

Trudno jednak wyobrazić sobie, by Serbia potrafiła przegrupować swoje wojska pod granicę Kosowa nie wzbudzając uwagi amerykańskich satelitów szpiegowskich. Ponadto sami Albańczycy zapewne zabezpieczyli odpowiednio przejścia przez otaczające Kosowo góry. I to już na przełęczach Goljaka krwawo skończyłyby się serbskie marzenia. A wojna o Kosowo byłaby ostatnią w dziejach Serbii.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Polityka