Ilu z Państwa, gdy potrzebuje pieniędzy, idzie do jakiejś obcej kobiety i je bierze? Ile osób ma w ogóle taką możliwość, by w ich życiu znalazł się nagle ktoś, kto z ochotą odda do dyspozycji obcej osobie znaczną sumę pieniędzy?
Ja się z takim przypadkiem nigdy nie spotkałem. Fakt, nie żyję na tym świecie zbyt długo. Wątpię jednak, żebym w przyszłości miał okazję znaleźć się w takiej sytuacji jak Dorota Kania. Ona potrzebowała kasy i ją dostała.
Wprawdzie Tomasz Sakiewicz twierdzi, że w takich zdarzeniach nie ma nic dziwnego, ale jednak byłbym w tej sprawie bardziej sceptyczny. Być może Warszawka widzi to inaczej, ale mi coś tu bardzo nie pasuje.
Nie widzę powodu, by bronić dziennikarki tylko dlatego, iż czasem pisała coś zgodnego z moimi poglądami (tym bardziej, że nigdy jej nie czytałem) – czym najwyraźniej kieruje się Sakiewicz. Nie widzę również powodu, by zaprzeczać faktom (zwłaszcza, iż nikt tego nie robi - łacznie z panią Kanią).
Dorota Kania wzięła pieniądze z niepewnego źródła i jak najbardziej powinna się z tego wytłumaczyć. Nie jest ważne co sobie myślała i co zrobiła, lub nie, w ramach wdzięczności. Nie tłumaczmy się za nią, tylko żądajmy szybkich wyjaśnień. Jeśli ich nie będzie, to tym gorzej dla niej.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)