Rybitzky Rybitzky
36
BLOG

Rzesza Europejska

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 7

Większość posłów PiS poparła pomysł ratyfikowania Traktatu Lizbońskiego przez parlament. W haniebny sposób Prawo i Sprawiedliwość dołączyło do pozostałej części elity politycznej w dziele kształtowania ustroju państwa ponad głowami jego obywateli. Dokument stworzony w sposób całkowicie niedemokratyczny stanie się wkrótce źródłem prawa dla formalnie demokratycznych społeczeństw.

Politycy wybrani na swoje stanowiska przez obywateli, i tym samym obdarzeni demokratyczną legitymizacją na stanowienie praw nie mieli żadnego wpływu na formę Traktatu Lizbońskiego. Decydującą rolę pełniła za to Komisja Europejska.

Tymczasem komisarze oraz podlegli im urzędnicy są w bardzo małym stopniu poddani demokratycznej kontroli. Pisze o tym Jens-Peter Bonde, duński europarlamentarzysta:

Obecnie 85 proc. całego prawa UE uchwalają urzędnicy służby cywilnej z państw członkowskich i KE pracujący niejawnie w 300 grupach podlegających Radzie Ministrów w Brukseli. (…) Jedynie 15 proc. przepisów UE jest uchwalanych na posiedzeniach Rady Ministrów, w których osobiście mogą brać udział ministrowie. (…) Sytuacja ta nie ulegnie zmianie wraz z traktatem lizbońskim, nawet jeśli jednym z jego określonych celów jest zbliżenie obywateli do UE. Wręcz przeciwnie: decyzje w sprawie jeszcze większej liczby przepisów, w jeszcze większej liczbie obszarów będą zapadać na zamkniętych posiedzeniach w Brukseli, a nie podczas jawnych obrad parlamentów krajowych, wybranych przez narody państw członkowskich.

 

Autorami projektu nowego traktatu byli członkowie tzw. „grupy Amato” (nazwanej tak od nazwiska przewodniczącego – byłego włoskiego premiera Guliano Amato), czyli powołanego we wrześniu 2006 Komitetu Działania na rzecz Europejskiej Demokracji (Action Committee for Europen Democracy – ACED). Charakter Komitetu był nieoficjalny, jednak w jego prace włączyli się delegaci Komisji Europejskiej, a ustalenia „grupy Amato” miały być wiążące dla całej Unii. „Grupę Amato” tworzyło jedynie 14 osób (plus dwoje delegatów Komisji Europejskiej) uznanych za „wybitnych polityków” i z tej racji predestynowanych do stworzenia najważniejszego europejskiego dokumentu.

 

Analizując postanowienia Traktatu Lizbońskiego można dostrzec, iż znacznie wzmacnia on (i tak już silną) pozycję unijnej biurokracji, nie powiększając ani trochę demokratycznej kontroli nad nią. Komisja Europejska brała czynny udział w tworzeniu traktatu, przyczyniając się do przyznania sobie nowych uprawnień. Przewodniczący KE jest jednym z najbardziej zdeterminowanych zwolenników TL, sprzeciwiając się jednocześnie idei przeprowadzenia referendów ratyfikacyjnych w państwach członkowskich. I to mimo tego, iż znaczna część obywateli domaga się przedłożenia nowego traktatu pod obywatelskie głosowanie.

 

Traktat ma bardzo skomplikowaną formę. Bonde twierdzi, że jest to efekt świadomie przyjętej taktyki, motywowanej właśnie obawami przed ewentualnymi referendami:

 

Amato powiedział, że konstytucja została celowo sporządzona w sposób nieczytelny dla obywateli, właśnie w celu uniknięcia referendów: "Postanowili oni [przywódcy UE], że dokument powinien być nieczytelny. Jeżeli jest nieczytelny, nie ma charakteru konstytucyjnego - tak to postrzegano. Jeżeli przypadkiem uda się go zrozumieć od razu, może istnieć powód do przeprowadzenia referendum, ponieważ oznaczałoby to, że istnieje coś nowego".

 

I ten cytat, w połączeniu z dzisiejszymi obrazkami z Sejmu, wystarczy chyba za puentę. Faktycznie, przypadku nie było. Wszystko idzie zgodnie z planem. 

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka