- Tak jest, panie inspektorze. Program był o ochronie życia...
- Wiem, widziałem nagranie. Zresztą, programy pana Jasia są prawie zawsze o ochronie życia.
- No tak. Tak więc początkowo dyskusja toczyła się normalnie, ale potem pani z LiD zaczęła atakować Kościół Katolicki. W tym momencie pan z Radia krzyknął...
- Ale z jakiego radia?
- No, tego Radia.
- Acha...
- Wstał i krzyknął: mogli cię rodzice wyskrobać, tu słowo niecenzuralne, ty, znów słowo niecenzuralne. I wtedy się zaczęło. Prowadzący spytał panią poseł jak się do tego ustosunkuje. Ona na to: ja z tym, słowo niecenzuralne, złamanym więcej rozmawiać nie zamierzam. Po czym wstała i zaczęła okładać tamtego mikrofonem. Wtedy do zdarzenia włączyli się prawicowi publicyści. Odciągnęli ją na bok i zaczęli dusić.
- Wszyscy na raz?
- Tak. Ale tylko chwilę, bo na pomoc posłance ruszyły feministyczne aktywistki, które siedziały na widowni. Redaktor zaczął krzyczeć do publicystów, że przecież nie powinni bić kobiet, ale oni nie zareagowali. Potem tłumaczyli, że feministki to nie kobiety przecież.
- Hm, a w programie brał udział jeszcze taki starszy pan z Partii Demokratycznej.
- Owszem. Ale on się od razu schował pod stołem. Znaleźliśmy go po kilku godzinach.
- I jak to się skończyło wszystko? W pewnym momencie wyłączono kamery.
- Ekhem... No więc prawicowi publicyści okładali feministki, a pan z Radia panią z LiD. Ludzie na widowni też się zaczęli szarpać. Od tego szarpania zaczęły im pękać ubrania... Feministki leżały pod prawicowcami... No i nagle...
- Och. Oni chyba nie...?
- Jednak tak.
- Pani posłanka też?
- Ona najbardziej. Z panem z Radia.
- No tak... I teraz są wszyscy oskarżeni o obrazę moralności publicznej.
- Dziwne, że dopiero teraz.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)