Niektórzy obserwatorzy sugerują wprawdzie, iż Medwiediew będzie zupełnie niezależny, ale takie opinie świadczą co najwyżej o wygłaszających je „ekspertach". Nawet w ustabilizowanych demokracjach przywódcy nie oddają tak łatwo władzy. A co dopiero w systemach autorytarnych. A taki panuje przecież w Rosji.
Putin prawdopodobnie ma już przygotowane niespodziewane zagranie, które zagwarantuje mu decydujący wpływ na rosyjską politykę. Coś, co umniejszy na tyle rolę Medwiediewa, by ten nie mógł obalić Putina tak, jak Putin obalił kiedyś Jelcyna. Gdy już zobaczymy co się stanie po wyborach, będziemy mogli analizować sytuację w Rosji.
Tymczasem teraz możemy skupić się na innym zagadnieniu o kluczowym znaczeniu. Otóż, dlaczego Rosjanie z taką łatwością zarzucili demokratyczny eksperyment? Dlaczego doprowadzili w swoim kraju do sytuacji, w której prezydent wyznacza swojego następcę, a wybory są farsą?
Odpowiedź jest prosta, ale zarazem smutna. Rosjanie kolejny raz udowadniają dziś, iż są niczym innym jak narodem niewolników. Od Smoleńska po Władywostok miliony ludzi żyje z przygniecionymi karkami, i nawet nie myśli, by spróbować je wyprostować.
Trudno się dziwić. Od ponad tysiąca lat Rosjanie nigdy nie byli wolni. Najpierw podbili ich ziemie Wikingowie, potem Mongołowie, potem Litwini. Współczesna Rosja powstała na skutek brutalnych podbojów Księstwa Moskiewskiego, które od XV wieku rozrastało się na gruzach innych państewek. Do rangi symbolu urosło zniszczenie demokratycznego Nowogrodu przez żołnierzy Iwana Groźnego.
Związek Sowiecki był jedynie kolejną odsłoną tego samego teatru państwowej przemocy, Najbrutalniejszą, ale jednak nie będącą niczym nadzwyczajnym w rosyjskiej historii. Dziwna była krótka epoka demokracji, która nastąpiła w latach dziewięćdziesiątych, ale te już Rosjanie mają za sobą.
Na naszych oczach sytuacja w Rosji normalizuje się. Niewolnicy wracają pod bat i są z tego powodu całkiem szczęśliwi. Bo oni nie potrafią żyć w inaczej, niż pod władzą silnego, brutalnego pana.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)