Opinia publiczna uważa zwykle seryjnych morderców za wściekłe zwierzęta, które zasługują tylko na śmierć. Jednak czasem bywa inaczej. Czasem zabójców społeczeństwa obdarzają uwielbieniem. Polityka jest bowiem dziedziną, gdzie zabijać można bezkarnie.
Władimir Putin, który jest winien śmierci tysięcy ofiar w Czeczenii, odchodzi właśnie w chwale ze stanowiska prezydenta Rosji. Czy stanie przed sądem? Oczywiście, że nie. Jest za to „człowiekiem roku" Time'a, tak samo jak kiedyś Hitler lub Stalin.
Fakt, Hitlerowi się akurat nie udało, podobnie jak np. Saddamowi Hussainowi. Ale w tym towarzystwie stanowią raczej odosobnione przypadki. Inni seryjni zabójcy, tacy jak Lenin, Stalin, Mao Tse Tung umarli w chwale, a ich kult trwa do dziś.
Największy sukces odniósł, rzecz jasna, Che Guevarra, który osobiście zabił więcej ludzi niż jakikolwiek seryjny zabójca aresztowany kiedykolwiek w USA. Bundy, Ramirez, Gacy są przy nim niemal niewinni. Jednak oni skończyli na krzesłach elektrycznych, a podobizna Che stała się relikwią dla milionów.
W Polsce też mamy tradycję w czczeniu seryjnych morderców. Większość z nich żyje sobie spokojnie pobierając wysokie emerytury. Jeden jest nawet bohaterem dla tysięcy, czy nawet milionów. Jaruzelskiego nikt nie nazywa „wampirem". Podobnie jak Putina.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)