Rybitzky Rybitzky
42
BLOG

Premier

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 14
Niezliczony tłum wypełniał wąskie uliczki Słubic i wlewał się niemal w fale Odry. Tysiące par oczu wpatrywały się w graniczny most. Na moście małe dziewczynki układały kolorowy dywan z kwiatów. Miedzy nimi stał ubrany we frak burmistrz, trzymający w ręku ciężkie od złota klucze do miasta.

I oto nadeszła ta chwila. W oddali, pomiędzy budynkami na niemieckim brzegu, dostrzeżono oczekiwaną postać.

Jechał na śnieżnobiałym koniu. Jego garnitur był nienagannie skrojony, włoskie buty błyszczały w słońcu. Gdy się przybliżył, dostrzeżono Jego piękną, dostojną twarz. Wzrok utkwił w dali, jakby widział coś, czego nie mogą zobaczyć inni. Z pewnością tak właśnie było.

Za Nim maszerowali powracający emigranci. Rzeka ludzi toczyła się z Zachodu, w ślad za swym Przewodnikiem. „Oto Ten, który nas wyprowadził z domu niewoli" - szeptali z uwielbieniem niedawni zesłańcy Londynu, Manchesteru i Glasgow.

Gdy Jeździec wjechał na most, zdało się, że jego postać jaśniej mocniej niż słońce. Tłum na polskim brzegu zadrżał z euforii. Kobiety krzyczały w ekstazie. Mężczyźni płakali i podnosili w górę dzieci. Jeździec spojrzał na swój lud i rzekł:

- Imię moje Czterdzieści i Cztery!

***

Kazimierz Marcinkiewicz obudził się i westchnął smutno. Spojrzał za okno - za szarą zasłoną deszczu zobaczył nadal ten sam ponury pejzaż londyńskiego City. Niechętnie odebrał telefon. Znów z „Dziennika" dzwonią. Spokojnym głosem udzielił wywiadu.

***

Ktoś powiedział, że największą krzywdą urządzoną Marcinkiewiczowi przez Kaczyńskiego było uczynienie go premierem. To prawda.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka