Już od tygodnia reklamowała swój tekst, a wczoraj wieczorem na portalu gazeta.pl ogłosiła jego premierę na godzinę 22. Aferę potraktowano niczym sprzedaż biletów na Euro - zaloguj się, gdy tylko wskazówki zegara znajdą się we właściwym ustawieniu.
Dziwnym trafem, ostatnie tak spektakularne „ujawnianie prawdy" miało miejsce rok temu, gdy przed Wielkanocą „Wyborcza" przekazywała ze pośrednictwem Judasza prawdę o Chrystusie. Wtedy atak na Kościół się nie powiódł - i nic dziwnego. Ludziom trudno się połapać w tych wszystkich zawikłanych, teologicznych kwestiach. Teraz to co innego - każdy zrozumie, że ksiądz gwałcił chłopców.
Oczywiście, szczecińska sprawa jest skandalem. Ksiądz wyrządził wielką krzywdę dzieciom i był w haniebny sposób kryty przez swoich zwierzchników. Którzy zresztą dowiedli w ten sposób swojej głupoty. Takie rzeczy zawsze w końcu wypływają i powodują efekt dużo boleśniejszy, niż gdyby były ujawniane natychmiast.
Nie widzę jednak powodu, by nazywać sprawę jednego pedofila „Ukrytym grzechem Kościoła". Kościół to tysiące duchownych i miliony wiernych. Z tej masy ledwie mała garstka wiedziała o tym, co działo się w szczecińskim ognisku dla młodzieży. Grzech popełnili tylko ci, którzy znali prawdę i nie zgłosili jej do prokuratury (łącznie z o. Marcinem Mogielskim, który już od pięciu lat miał spisane zeznania ofiar - czemu nie poszedł do prokuratury, a do „Wyborczej" tak?) .
Ciekawe, że redaktorzy „Wyborczej", zwykle nawołujący do rozwagi i traktowania ludzi indywidualnie (zwłaszcza, gdy chodzi np. o kolegów-agentów) teraz uznali, iż winą obciążony jest cały Kościół. No, ale z drugiej strony wcale nie jestem zdziwiony.


Komentarze
Pokaż komentarze (43)