- Zaraz nam Niemcy zrobią „halt". Teraz zatrzymują wszystkich Polaków zaraz za Zgorzelcem.
- No co ty?
- O, popatrz, już przed nami jadą. Musimy zjechać na parking...
- Cholerne Schengen!
***
Wczoraj, razem ze sporą grupą studentów, byłem w Strasburgu. Wysłał nas Urząd Miasta Wrocławia, abyśmy przeprowadzili w Parlamencie Europejskim akcję promocyjną na rzecz naszego miasta. Wrocław stara się bowiem o zlokalizowanie w nim EIT - Europejskiego Instytutu Technologii i Innowacji.
***
Poza zatrzymaniem naszego autobusu przez niemiecką straż graniczną, która od grudnia regularnie poluje na pojazdy z polskimi tablicami rejestracyjnymi, podróż minęła bez przeszkód. Dotarłszy pod wielką szklarnię PE przebraliśmy się w niebieskie akcyjne koszulki i, mijając niezidentyfikowaną grupkę demonstrantów otoczoną przez dwóch żandarmów, zanurzyliśmy się w ciemnym tunelu wiodącym na dziedziniec Mrocznej Siedziby Zła.
***
Nasze koszulki to w ogóle osobny temat. W założeniu mieliśmy je nosić w gmachu PE, by reklamować ideę umieszczenia EIT we Wrocławiu. Jednak zasadniczo nie było na nich widać nic poza niebieskością. Słowo „Wrocław" napisano tak maleńkimi literkami, że praktycznie równie dobrze mogło go tam nie być. Jedyny wyraźny napis brzmiał: „EIT", więc w efekcie wyglądaliśmy jak zwolennicy samego Instytutu, a nie Instytutu we Wrocławiu. Zwracali nam zresztą na to uwagę wszyscy, włącznie z Jerzym Buzkiem i innym europosłami, których spotkaliśmy.
***
Na dziedzińcu PE przywitała nas szklana kula ufundowane przez Wrocław. Cóż można powiedzieć na widok tego wyśmiewanego przez turystów szkaradztwa? W Urzędzie Miasta mówią pewnie tak: My tą kulą otwieramy oczy niedowiarkom! To jest nasza kula, przez nas zrobiona i to nie jest nasze ostatnie słowo!
***
Pierwszy francuski ochroniarz przy wejściu do wnętrza PE sprawiał wrażenie miłego, bo nie odzywał się ani słowem podczas sprawdzania czy nie wnosimy przypadkiem bomby. Drugi już miły nie był, bo mówił. Pytał się czy jesteśmy demonstracją i chyba chciał nas osobiście rozpędzić, ale uratowali nas asystenci polskich europosłów.
Po pokonaniu unijnych cerberów spędziliśmy kilkadziesiąt minut w rejestracji, gdzie panie zabawiały się w przekręcanie nawet najprostszych polskich nazwisk. Ja na początku byłem „Ruębieki" (??), a potem „Rybiki".
Zrobiono nam plastikowe ID ze zdjęciem i w końcu wpuszczono do Mrocznej Siedziby Zła. Szybko zresztą się okazało, iż nikt potem nam tych identyfikatorów nie sprawdzał, a część grupy dostała zupełnie inne niż reszta. Ponieważ do akcji promocyjnej zostało sporo czasu, rozbiegliśmy się radośnie po całym budynku. Wewnątrz okazał się on wyjątkowo ponury i ciasny, a w dodatku zaniedbany. Na wielu ścianach płatami odchodzi farba. No, ale skąd brać kasę na remont, skoro parlamentarzyści przepuszczają miliony?
***
Podczas wędrówki po Mrocznej Siedzibie Zła jechaliśmy windą z jakimś starym Czechem, który bezczelnie przy nas gadał przez komórkę, że siedzi w windzie z jakimiś kretynami z Polski. Może „kretyn" znaczy po czesku co innego, niż u nas, ale wątpię. My się wiec również nie krępowaliśmy i wyraziliśmy opinię o panu parlamentarzyście (?). Chyba EIT we Wrocławiu ma jeden głos mniej.
***
Akcja promocyjna była bardzo krótka. We wspomnianych nieczytelnych niebieskich koszulkach ustawiliśmy się w korytarzach i na mostkach wiodących do wielkiej drewnianej beczki, w środku której znajduje się sala obrad PE. Europosłowie byli rozproszeni po całym budynku, ale w momencie gdy usłyszeli dzwonek zapowiadający głosowanie, rzucili się wszyscy do wnętrza beczki.
To była nasza szansa. Zablokowaliśmy im drogę i zaczęliśmy wręczać anglojęzyczne ulotki promujące EIT we Wrocławiu. Ponieważ parlamentarzysta biegnący na głosowanie (a oni naprawdę biegną!) nie jest łatwy do zatrzymania najlepszą metodą było wpadnięcie na niego. Takiemu ogłuszonemu zderzeniem politykowi łatwo wcisnąć do rąk kolorową książeczkę z godłem Wrocławia. Korzystałem z tej metody skutecznie i rozdałem ze 100 ulotek. Musiałem tylko w pewnym momencie zejść z oczu ochronie.
***
Widziałem też Bronisława Geremka, ale nie zdążyłem mu powiedzieć co o nim myślę. W odróżnieniu od innych posłów z Polski nie zatrzymał się przy nas, nie porozmawiał. Popłynął gdzieś przed siebie, ze wzrokiem utkwionym w przestrzeń. On żyje w jakimś własnym świecie.
***
Ogólnie Polacy są teraz chyba faktycznie bardzo aktywni w PE. Wszędzie wisiały plakaty zapraszające na różne organizowane przez Polaków wykłady i konferencje - o Bałtyku, Białorusi, EIT we Wrocławiu.
***
Obok nas ulotki rozdawały aktywistki różnych organizacji praw człowieka. Trochę je chyba jednak przytłoczyliśmy masą i nie mogły dotrzeć ze swoimi więźniami politycznymi do sumień europejskich polityków.
***
Wychodząc z PE zauważyłem, że z jednego z setek (jeśli nie tysięcy) wychodzących na dziedziniec okien ktoś wywiesił brytyjską flagę. Union Jack dumnie powiewał nad surową studnią Mrocznej Siedziby Zła.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)