Rzecz jasna, już po kilku miesiącach z tego klimatu nic nie pozostało. Mimo iż, po wyborczej klęsce IV RP, sytuacja bardzo szybko się „normalizuje" i III RP powraca w pełnej krasie - rewolucyjna energia dawno już z Polaków wywietrzała. Ci, którzy mieli zmieniać kraj sami zamknęli się w Okopach Świętej Trójcy i z trudem odpierają ataki hord przewodzonych przez Pankracego - Donalda.
Obserwując wielu polityków i zwolenników PiS, także tutaj na Salonie24, czuję się czasem jak hrabia Henryk przybywający do upadającej twierdzy. Fakt, nikt tu nie mówi (na szczęście!) o kapitulacji, ale nie widzę też wielu zdolnych do walki o zwycięstwo. Wszyscy się tylko skarżą na swój los, przeklinają wrogów i biegną uczepić sutanny. Nie szukają nowych rozwiązań, za to reagują agresją na próby dyskusji o popełnionych błędach.
Prawo i Sprawiedliwość, jeszcze niedawno najważniejszy podmiot na polskiej scenie politycznej, staje się powoli przedmiotem. Afera wokół ratyfikacji traktatu lizbońskiego wyraźnie pokazuje, że partia Jarosława Kaczyńskiego ma obecnie minimalne szanse na dotarcie ze swoim przekazem do odbiorców - nawet jeśli jest on jak najbardziej słuszny. Cokolwiek politycy PiS powiedzą, i tak zostaną zakrzyczani przez otaczające ich hordy Pankracego.
Takie położenie jest w dużym stopniu wynikiem działań samego PiS. Od 2005 roku partia ta jest stale w tej samej sytuacji i nie potrafiła zrobić nic by ją odwrócić. Coraz bardziej uciekała od społecznej rzeczywistości. W efekcie Okopy Świętej Trójcy utrwaliły się w głowach dużej części liderów, członków i zwolenników PiS.
Polityka jest rodzajem wojny. Każdy żołnierz wie, iż nie da się wygrać starcia siedząc tylko w okopie. Owszem, można się długo bronić i zadawać wrogom bolesne ciosy. Jednak w końcu obrońcy zawsze ulegają. By pokonać nieprzyjaciela należy opuścić fortyfikacje i to jego zepchnąć do defensywy. Czy Prawo i Sprawiedliwość jeszcze potrafi gonić wroga?


Komentarze
Pokaż komentarze (19)