***
Chirurgiczny skalpel przebił skórę i wbił się w mięśnie ramienia. Po chwili chip wylądował na metalowej tacce.
- Załóż sobie sam opatrunek - powiedział lekarz wyjmując chip z tacki i odkładając go na półkę. - Ja muszę szybko jechać do następnych. Jeszcze kilku zostało.
Doktor wyszedł, a ja spojrzałem na maleńkie urządzenie wyjęte z mojego ciała. Jeszcze przez kilka godzin będzie emitować sygnał informujący Europol, iż obywatel nr WRO/1983/36667/ZG przebywa w mieszkaniu na warszawskiej Pradze. Jednak ja będę w tym czasie zupełnie gdzie indziej. Gdzie dokładnie - sam nie wiem...
Z zamyślenia wyrwał mnie jej dotyk. Usiadła mi na kolanach i spojrzała smutno. Nie musiała się odzywać. Wiedziałem, że chce powiedzieć tylko jedno.
- Pójdę - głos drżał mi tylko lekko - wiesz, że nie ma innego wyjścia.
- Jak to nie ma? - była spokojna, ale widziałem jej pełne łez oczy - Możesz zostać tu ze mną i żyć tak jak wszyscy. Dlaczego ty masz się poświęcać?
- A kto inny ma to zrobić, kotku..? Rzecz w tym, że ja nie chcę żyć tak jak wszyscy. Zapieczętowany i poddany nieustannej kontroli, w imię wolności, której tutaj nikt naprawdę nie zna.
- Nie przekonam cię?
- Nie.
- Nienawidzę cię! Nienawidzę cię, że mnie zostawiasz...
- Może wrócę...
- Kłamiesz... Wiem, że kłamiesz. Pocałuj mnie i nie mów już nic więcej...
***
Na miejsce zbiórki dotarłem ostatni. Byłem prawie spóźniony. Gdy wszedłem do willi na Żoliborzu, zgromadzeni w niej koledzy sprawdzali już odebraną broń. Część z nich, łącznie z Komendantem, była już przebrana w szaro-granatowe galowe mundury Eurokorpusu Nadwiślańskiego.
Komendant podszedł do mnie i bez słowa wręczył paczkę z uniformem znienawidzonej formacji oraz małą kapsułkę z nowym chipem osobowym. Zdobycie broni, mundurów, a zwłaszcza tego kawałka metalu kosztowało nas całe lata przygotowań. Teraz osiągnęły one swój kres. Nadszedł czas Akcji.
Przykleiłem chip na piersi, ubrałem szybko szaro-granatowy kombinezon i wyjąłem ze skrzyni beryla wz. 2013. Ostatni karabin polskiej armii. Już nie istniejącej. Jej uzbrojenie przeszło na wyposażenie jednostek Unii stacjonujących w Euroregionie Wisła - Niemen.
Dziś pododdziały Eurokorpusu ochraniały Pałac Namiestnikowski, dawniej Pałac Prezydencki, dawniej Pałac Namiestnikowski. W siedzibie Głównego Komisarza Regionalnego miał się odbyć bankiet po wiecu Ligii Postępu. Jako głównego gościa oczekiwano Przewodniczącego Rady. Wraz z nim zapowiedziano przybycie większości Komisji. Cała Bruksela przeprowadziła się do Warszawy. Jeden taki dzień na piętnaście lat. Jedyna szansa, by zmienić bieg historii. Albo przynajmniej ostatni raz się w niej zapisać.
***
O godzinie 17.30 straż przed Pałacem obejmował 3. pluton kompanii D 2. batalionu I brygady Eurokorpusu Nadwiślańskiego. Tak się złożyło, że według chipów osobowych byliśmy nim my. Nigdy się już nie dowiemy, jak Komendantowi udało się nam załatwić autentyczne wojskowe chipy. Nie mówiąc już o transportowym flajerze, którym wylądowaliśmy w ogrodach. Faktem jest, że punktualnie o wyznaczonej godzinie zmieniliśmy poprzednią wartę. Odzywaliśmy się mało, i tylko po niemiecku. Okna Pałacu iskrzyły się światłami. Wewnątrz bawili się najważniejsi ludzie w Europie, a my byliśmy blisko i mieliśmy broń. Myślałem o tym, ale też o specjalnej jednostce ochroniarzy, która strzegła Pałacu wewnątrz. I myślałem też o tej, którą zostawiłem na Pradze. Oczywiście, że ją okłamałem. Nie wyjdę z tego żywy, tak jak i żaden z nas. Ale ona o tym dobrze wiedziała, gdy wypuściła mnie w końcu ze swoich ramion.
Komendant wydał rozkaz. Westchnąłem i przeładowałem karabin. Koledzy oblali plazmą drzwi. Zaczęliśmy strzelać poprzez pomarańczową zasłonę topniejącej materii. Ktoś krzyknął: „jeszcze Polska nie zginęła!" i odpalił pocisk z ręcznego granatnika. Ruszyliśmy do ostatniej w historii bitwy o nasz kraj.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)