Jednym z podstawowych chwytów erystycznych jest sprowadzenie argumentów przeciwnika do absurdu. W telewizji funkcję tego chwytu pełni obecnie pokazywanie idiotycznych wypowiedzi dotyczących spraw, które zdaniem kierownictwa mediów warte są skompromitowania.
Każdy polityk czasem coś palnie, więc nie ma problemu, by w odpowiedniej chwili wyciągnąć to na wierzch i zakrzyknąć: „Ha! Patrzcie jacy durni są ludzie, którzy...", i tu następuje nawiązanie do danej kwestii.
W przypadku tematów związanych z Unią Europejską dziennikarze mają ułatwione działanie, gdyż dysponują autentycznym wiejskim głupkiem w postaci Janusza Korwin-Mikke. Jest on zawsze gotowy przyjść do studia i w kilka minut skompromitować w oczach widzów każdego eurosceptyka.
Dziś JKM dyskutował (?) w TVN24 o traktacie lizbońskim z Markiem Saryuszem-Wolskim (sprawiającym zresztą wrażenie totalnego bubka) i gdyby zachował spokój mógłby go bez trudu wypunktować. Ale przecież wówczas nikt by Korwin-Mikkego do telewizji nie zapraszał. Na szczęście dla TVN24 Mikke, tak jak zwykle, zaczął bredzić i przekrzykiwać swojego rozmówcę. Każdy widz mógł się przekonać, iż przeciwnicy Lizbony to śmieszne ludziki, dla których Europą rządzi teraz Hitler.
JKM jest zapewne całkowicie przekonany do słuszności swoich poglądów. Co więcej - mają one w sobie faktycznie sporo racji. Nie zmienia to faktu, że Mikke nie potrafi przedstawiać ich w sposób trafiający do ludzi - a co gorsza, zapewne nawet sobie z tego nie zdaje sprawy. Jest szalony? Głupi? Skrajnie narcystyczny? Nie ważne. Ważne jest to, że swoją działalnością czyni więcej szkody niż pożytku.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)