Obraz kreowany w mediach jest cukierkowy - europejscy politycy razem starają się znaleźć najlepsze sposoby zapewnienia dobrobytu milionom obywateli jednoczącego się kontynentu. I co najwyżej źli Kaczyńscy rzucają kłody pod nogi - bezmyślnie szkodząc własnemu krajowi.
Tymczasem zasady rządzące polityką międzynarodową pozostają takie same - wygrywa silniejszy i brutalniejszy. Tyle, że teraz ciężar walki przejęli z ramion żołnierzy pracownicy wywiadu.
W UE trwają prace nad powołaniem wspólnego wojska i policji. Czy jednak ktoś próbuje tworzyć europejski wywiad? Rzecz jasna - nie. Bo obecnie to on jest najważniejszą instytucją służącą ochronie interesów państwa.
Niedawno Niemcy pokazali, jak teraz wygrywa się wojny. Niemiecki wywiad spenetrował banki Lichtensteinu, wykradając dane klientów. Naruszono w ten sposób suwerenność alpejskiego kraju i zanegowano podstawę jego ekonomii - poufne usługi finansowe. Szpiegowski Blitzkrieg zmusił Lichtenstein do uznania wszystkich postulatów kanclerz Merkel.
W Polsce najbardziej zadziwia kierunek aktywności niemieckiego wywiadu. Nie jest tajemnicą, że walka wywiadów trwa cały czas, ale dotyczy głównie kwestii ekonomicznych lub technologicznych. Tymczasem tutaj postanowiono uderzyć (i zrobiono to bez trudu) w sam środek polskiej państwowości. Zewnętrzny ośrodek chciał jak najwięcej wiedzieć o kulisach działalności rządu RP.
Ciekawe, że szpiega w kancelarii premiera wykryto dopiero po tym, gdy PiS dokonywał „czystek" wśród pracowników służb. Wspaniały i profesjonalny kontrwywiad III RP nie potrafił tego dokonać przez kilkanaście lat.
Pozostaje pytanie, ilu jeszcze szpiegów kreci się w otoczeniu najwyższych kręgów polskiej władzy? I jaki użytek z pozyskanej przez nich wiedzy robią ich mocodawcy? Bo, że są i szpiedzy, i mocodawcy, możemy się domyślać.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)