Otóż nie odpowiadają prawie nigdy. Konieczność ratyfikacji traktatu lizbońskiego jest przedstawiana jako Prawda Objawiona i test europejskości, lecz mało który polityk potrafi wyjaśnić dlaczego TL jest dla UE taki ważny. Jedyny argument to właśnie to, że „jest ważny". Ciekawe, czy oni w ogóle ten dokument czytali?
Teoretycznie jednym z głównych zadań TL jest usprawnienie działań unijnych instytucji. Jeśli jednak, tak jak pisze prof. Sadurski, traktat nie ogranicza wpływu państw narodowych, to już wiadomo, że z tego usprawniania nic nie wyjdzie. Przecież funkcjonowanie UE polega przede wszystkim na nieustannych negocjacjach między państwami członkowskimi. Instytucjonalna struktura UE ma znaczenie drugorzędne. Jeśli traktat nie wpłynie na unijna praktykę polityczną, to wszelkie wprowadzane przez niego zmiany pozostaną fikcją.
Traktat lizboński należy więc nie tyle do sfery normatywnej, co aksjologicznej. Jego konkretne przepisy są mniej ważne, liczy się „duch europejskości", który ten dokument jakoby reprezentuje. Spór o Lizbonę staje się niemal mistyczny, co możemy teraz obserwować w emocjonalnych wystąpieniach polityków, i jeszcze bardziej emocjonalnych tekstach publicystów.
Jeśli jednak dokument, teoretycznie akt prawny, staje się kwestią wiary, to nie jest dla niego dobrze. Tworzący się właśnie mistycyzm Lizbony ogranicza ludziom możliwość racjonalnego myślenia o przepisach prawa. Jest to sytuacja zarówno rzadko spotykana, jak i niebezpieczna.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)