Godziny mijały, a CNN pokazywał jedynie powtórki Lettermana. W końcu powlokłem się do łóżka, przekonany, iż tej nocy nic się nie wydarzy. A jednak się wydarzyło. Rano włączyłem RMF FM, które nadawało akurat piosenkę zespołu Starship - „Nothing's Gonna Stp Us Now". Gdy się zakończyła prezenter powiedział: Nic nas nie powstrzyma - dziś, gdy amerykańskie czołgi jadą na Bagdad, te słowa nabierają nowego znaczenia. Rzuciłem się do telewizora. Fox News pokazywało akurat Abramsy przetaczające się przez irackie fortyfikacje na granicy z Kuwejtem.
Amerykanie zaskoczyli świat, a najbardziej Saddama. Tym razem bombardowania były krótkie. Bo też, jak stwierdził jeden z generałów, w Iraku nie było już za bardzo co bombardować. 20 marca nad ranem (w USA był jeszcze 19) oddziały sił antyirackiej koalicji rozpoczęły ofensywę lądową. W momencie, gdy stacje informacyjne pokazywały zdjęcia z granicy, szpica korpusu US Marines docierała już do Nasiriji.
Dopiero po kilkudziesięciu godzinach mieliśmy się dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy. Między innymi tego, że Amerykanie musieli w ostatniej chwili zmienić plan ataku, gdyż Turcja odmówiła udostępnienia im swojego terytorium. Okręty przewożące 4 Dywizję Piechoty musiały zmienić kurs i popłynąć do Kuwejtu, co mocno pokrzyżowało szyki generałom Busha.
Inna ciekawą wiadomością była informacja, iż wojnę rozpoczęli polscy komandosi GROM, którzy wraz z Navy Seals, Deltą i SAS zajęli platformy wiertnicze na Zatoce Perskiej. Tym samym Polska przystąpiła do ataku na Irak.
Dziś, w roku 2008, wydarzenia sprzed pięciu lat są już historią. Możemy oceniać zarówno sens całej operacji w Iraku, jak i polskiego w niej uczestnictwa. Wydane miliony dolarów (w przypadku USA miliardy), zabici, ranni. Czy było warto?


Komentarze
Pokaż komentarze (28)