Rybitzky Rybitzky
33
BLOG

Cholerni lekarze!

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 12
- Och, Grzesiu, wróciłeś! Tak się bałem! Jak tam w Kosowie? Dziękowali nam za poparcie?

- Niezupełnie. Bo ja byłem, Donaldzie, w serbskiej części. A tam za nami ostatnio nie przepadają.

- Jak to? Czy Serbowie nie rozumieją, że niepodległości Kosowa to dla Europy bardzo dobry krok?

- Chyba nie.

- Acha. To tak jak Kaczory u nas.

- Kaczory są za Serbami?

- Hm? Nie wiem. Ale pewnie tak, bo też są przeciw Europie. Będziesz musiał pogadać z Przyjaciółmi, żeby się jeszcze bardziej sprężyli, bo Angela mi spać nie daje. Dzwoni do mnie codziennie o szóstej rano i pyta się co z tym traktatem.

- To czemu jej nie powiesz, żeby ci dała spokój?

- No co ty?! Przecież to Angela!

- Hm, no tak... Jeszcze mam o czymś z Przyjaciółmi pogadać?

- O tych cholernych lekarzach byś mógł! Wziąć ich wszystkich w kamasze!

- Oj... Tu to nawet Przyjaciele nie pomogą... Musimy sobie radzić sami. A co się stało?

- Ech, poszedłem na „Biały szczyt"... Na początku było jak zwykle. Usiadłem sobie u szczytu stołu, nalałem wody, uśmiechnąłem się. Białowłosy opowiadał jaki to świetny pomysł, te szczytowanie, i ile się udało załatwić, i jaki ja jestem mądry... Wszystko dobrze. Potem ja mówiłem, że mówienie jest najważniejsze i tym mówieniem wszyscy możemy osiągnąć tyle co ja... No i jak już skończyłem, to myślałem, że schluss i się uśmiechnąłem. Ale nagle oni zaczęli mnie pytać o różne rzeczy i okazało się, że chyba mnie nie lubią tak bardzo jak myślałem... A najgorsze było, jak wróciłem do siebie...

- Co takiego, Donaldzie?

- Okazało się, że byłem w telewizji na wszystkich stacjach...

- To chyba dobrze?

- Ale wszędzie u dołu ekranu leciały czerwone paski. A na nich była informacja, że w Radomiu właśnie jakiś szpital padł... Jak to wyglądało?! Ja mówię, że jest dobrze, a równocześnie tam piszą, że jest źle?

- Faktycznie, to musiało być okropne.

- Ale już mi trochę lepiej. Dowiedziałem się w czym rzecz.

- Chętnie posłucham...

- Otóż w tym szpitalu w Radomiu dali pewien czas temu podwyżki lekarzom. I to znaczne. Dyrekcja szpitala jak zwykle coś poknociła i już teraz skończyła im się kasa. Więc lekarze powiedzieli, że odchodzą od łóżek i trzeba było zrobić ewakuację tego szpitala. I miała ona miejsce akurat jak byłem na „Białym szczycie".

- Cwaniaczki.

- Taa... Ale nie z nami te numery, prawda Grzesiu? Ja byłem cwańszy. Wezwałem zaraz do siebie Ewkę i kazałem jej zamknąć ten szpital. I raz-dwa wypieprzyliśmy tych cwaniaczków w białych ubrankach na bruk. Dziś wiedziałem jednego w telewizji, prawie płakał...

- No, brawo Doniu.

- Hehe, przechytrzyliśmy ich. Pewnie się nieźle przestraszyli. Ale niech się nie boją, teraz jak im rura zmiękła to się znów otworzy szpital i będą pracować bez szemrania.

- Ale... hm... jeśli szpital zamknięto, to procedura jego ponownego otwarcia zajmie ze dwa miesiące.

- No, i?

- A co z pacjentami?

- Jakimi pacjentami?

- A nie, nic...

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka