- Niezupełnie. Bo ja byłem, Donaldzie, w serbskiej części. A tam za nami ostatnio nie przepadają.
- Jak to? Czy Serbowie nie rozumieją, że niepodległości Kosowa to dla Europy bardzo dobry krok?
- Chyba nie.
- Acha. To tak jak Kaczory u nas.
- Kaczory są za Serbami?
- Hm? Nie wiem. Ale pewnie tak, bo też są przeciw Europie. Będziesz musiał pogadać z Przyjaciółmi, żeby się jeszcze bardziej sprężyli, bo Angela mi spać nie daje. Dzwoni do mnie codziennie o szóstej rano i pyta się co z tym traktatem.
- To czemu jej nie powiesz, żeby ci dała spokój?
- No co ty?! Przecież to Angela!
- Hm, no tak... Jeszcze mam o czymś z Przyjaciółmi pogadać?
- O tych cholernych lekarzach byś mógł! Wziąć ich wszystkich w kamasze!
- Oj... Tu to nawet Przyjaciele nie pomogą... Musimy sobie radzić sami. A co się stało?
- Ech, poszedłem na „Biały szczyt"... Na początku było jak zwykle. Usiadłem sobie u szczytu stołu, nalałem wody, uśmiechnąłem się. Białowłosy opowiadał jaki to świetny pomysł, te szczytowanie, i ile się udało załatwić, i jaki ja jestem mądry... Wszystko dobrze. Potem ja mówiłem, że mówienie jest najważniejsze i tym mówieniem wszyscy możemy osiągnąć tyle co ja... No i jak już skończyłem, to myślałem, że schluss i się uśmiechnąłem. Ale nagle oni zaczęli mnie pytać o różne rzeczy i okazało się, że chyba mnie nie lubią tak bardzo jak myślałem... A najgorsze było, jak wróciłem do siebie...
- Co takiego, Donaldzie?
- Okazało się, że byłem w telewizji na wszystkich stacjach...
- To chyba dobrze?
- Ale wszędzie u dołu ekranu leciały czerwone paski. A na nich była informacja, że w Radomiu właśnie jakiś szpital padł... Jak to wyglądało?! Ja mówię, że jest dobrze, a równocześnie tam piszą, że jest źle?
- Faktycznie, to musiało być okropne.
- Ale już mi trochę lepiej. Dowiedziałem się w czym rzecz.
- Chętnie posłucham...
- Otóż w tym szpitalu w Radomiu dali pewien czas temu podwyżki lekarzom. I to znaczne. Dyrekcja szpitala jak zwykle coś poknociła i już teraz skończyła im się kasa. Więc lekarze powiedzieli, że odchodzą od łóżek i trzeba było zrobić ewakuację tego szpitala. I miała ona miejsce akurat jak byłem na „Białym szczycie".
- Cwaniaczki.
- Taa... Ale nie z nami te numery, prawda Grzesiu? Ja byłem cwańszy. Wezwałem zaraz do siebie Ewkę i kazałem jej zamknąć ten szpital. I raz-dwa wypieprzyliśmy tych cwaniaczków w białych ubrankach na bruk. Dziś wiedziałem jednego w telewizji, prawie płakał...
- No, brawo Doniu.
- Hehe, przechytrzyliśmy ich. Pewnie się nieźle przestraszyli. Ale niech się nie boją, teraz jak im rura zmiękła to się znów otworzy szpital i będą pracować bez szemrania.
- Ale... hm... jeśli szpital zamknięto, to procedura jego ponownego otwarcia zajmie ze dwa miesiące.
- No, i?
- A co z pacjentami?
- Jakimi pacjentami?
- A nie, nic...


Komentarze
Pokaż komentarze (12)