Tymczasem moim zdaniem, obserwując obecną sytuację w Tybecie oraz całych Chinach, należy pamiętać o kilku rzeczach:
- Nie jest prawdą, że światopogląd miałby nakazywać Tybetańczykom być jedynie pokojowo nastawionymi ofiarami przemocy. Od roku 1959 prowadzili oni przez niemal całe lata sześćdziesiąte regularną wojnę partyzancką z Chińczykami.
- Świat patrzył na Tybet przez pryzmat dalajlamy, ale jego polityka poniosła klęskę. Owszem, wzbudził sympatię opinii publicznej w wielu państwach, lecz jej przełożenie na postawę Chin wobec Tybetańczyków jest oczywiście żadne. Co możemy teraz obserwować.
- Jest mało prawdopodobne, by zamieszki w Tybecie były spontaniczne. To raczej przygotowana przez radykalną część Tybetańczyków akcja. Dlaczego tak sądzę? Cóż, wybrano najlepszy i praktycznie ostatni moment by zawalczyć o Tybet. Nawet jeśli zamieszki rozpoczęły się same, to już mają swoich liderów.
- Dla Tybetu to ostatnia szansa, by uratować się przed całkowitym zniszczeniem, które to świetnie opisuje blog globalsolidarity. Gdyby Tybetańczycy dalej mieli czekać, jak im to nakazywał już raczej były, jak sądzę, przywódca, to za kilka lat doczekaliby się jedynie całkowitego wynarodowienia. Logiczna jest więc zmiana taktyki i stawienie głośnego oporu w chwili, gdy świat patrzy na Chiny.
- Zamieszki w Tybecie nie skończą się więc szybko. Będą trwały do ostatniego chętnego do walki Tybetańczyka.
- Potęga Chin, która stale ktoś podkreśla, nie jest taka oczywista. Chińskie władze są świetne w cenzurowaniu informacji, i odcinaniu od świata obszarów wielkości połowy Europy (jak to ma miejsce teraz z Tybetem), ale czasem coś do nas dociera. Wiadomo, że szybki rozwój nadmorskich obszarów Chin jest wynikiem niewyobrażalnego wyzysku interioru. W rolniczych regionach państwa stale wybuchają chłopskie powstania.
- Nie ma też potwierdzenia w faktach przekonanie o pacyfikującej roli konfucjanizmu, który jakoby ma powodować u Chińczyków nadzwyczajne podporządkowanie władzy. Przynajmniej od czasów I wojny opiumowej (rok 1840) Chiny, niezależnie od panującego ustroju i siły posiadanej przez aktualną władzę, były widokiem kolejnych powstań, buntów i zamieszek. Powstanie taipingów, powstanie bokserów, lata wojny domowej ciągnącej się przez cała pierwszą połowę XX wieku. Gdzie ten konfucjanizm? A komunizm też bynajmniej nie zahamował wybuchaniu różnego rodzaju zamieszek. Wystarczy wskazać anarchię z czasów rewolucji kulturalnej i studencki bunt z 1989 roku.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)