Lecz przecież Jezus, po swoim krótkim pobycie wśród nas, zapowiedział, że znów wróci. To właśnie nadzieja na szybkie nadejście Królestwa Niebieskiego dawała siłę pierwszym męczennikom za wiarę. Uważali, iż ich śmierć jest niczym wobec nieodległej perspektywy końca ziemskiego świata.
Mijały jednak lata, dziesięciolecia, wieki, a Chrystus nie powracał. Z czasem zasady wiary utrwaliły się, ale nawet najbardziej wierzący mieli już mało z żaru, o którym możemy czytać na kartach Dziejów Apostolskich.
Chrześcijaństwo stało się jednym z elementów życia społecznego, także polityki. Owszem, istotnym, ale jednym z wielu. I tak pozostało do dziś. O przyjściu Jezusa nadal się mówi, ale rzadziej myśli. A czy się go pragnie?
Gdyby zapytać się chrześcijan o ich wiarę w Chrystusa, to zapewnialiby o niej gorąco. Ale co by zrobili, gdyby powiedzieć im, że ujrzą Go już jutro? Że już jutro zniknie świat, który znają? I staną nagle przed Sądem? Czy chcieliby tego szczerze?
Nawet tu, wśród nas, blogerów, jest wielu takich, którzy głośno zapewniają o miłości do Jezusa i głoszonych przez niego zasad. Czy jednak są gotowi na Jego przyjście? To przecież podstawa chrześcijaństwa - Chrystus powróci.
Czasem wydaje mi się, że Jezus już tu był. Wędrował miedzy nami, obserwował uważnie i jeśli uniknął ponownej śmierci, to postanowił dać ludziom jeszcze trochę czasu.
Czekajmy więc. Wesołych Świąt.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)