Co ciekawe, zwykle jako obrażalski przedstawiany jest polski prezydent, a media z lubością krytykują jego brak elastyczności. Tymczasem do postawy pani kanclerz „GW" podchodzi z dużym zrozumieniem. No jasne, że Merkel mogła się oburzyć - przecież Niemcy uregulowały kwestie związane z roszczeniami mieszkańców ziem obecnie należących do Polski, „wypędzeni" nie mają żadnego wpływu na niemiecką politykę, a rząd RFN bynajmniej nie wspiera ich inicjatyw dążących do stworzenia mitu niemieckiej martyrologii. Polski prezydent bazował więc w swoim orędziu na oszczerstwach, kłamstwach i fałszywych przesłankach.
Dlatego teraz należy pokazać mu miejsce w szyku i niech nie liczy na załatwianie takich spraw, jak np. poparcie członkowstwa Ukrainy w NATO. Zresztą, po co Niemcom Ukraina w NATO? Przecież to nie spodoba się Rosjanom, i co wtedy będzie? Niech więc polski kartofel ma za swoje! Niemcom nie można zarzucić złych intencji. Kto tak próbuje robić jest warchołem i nie rozumie europejskich wartości.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)