- Ale jakich panów, Grzesiu?
- No wiesz... Geja Feya i jego męża.
- Zgłupiałeś? Z pedałami nie gram!
- Ach... To znaczy, że mam im powiedzieć, żeby nie przychodzili?
- No pewnie... Uff, aż mi się niedobrze zrobiło.
- Przepraszam, Donaldzie.
- Nie ma sprawy. A co tu mi za kartki przyniosłeś? Ostatnio ciągle mi gabinet papierami zarzucasz.
- No, to różne notatki służbowe, projekty ustaw, analizy... O, to jest na przykład o służbie zdrowia. To o dostawach gazu... A to dotyczy szkolnictwa...
- Hm, Grzesiu, i co ja mam z tym wszystkim zrobić?
- Mógłbyś, hm, przeczytać...? Zatwierdzić...? Zaopiniować...?
- Jak? To wszystko? Nie mamy od tego ludzi?
- Mamy, ale przecież niektóre rzeczy musi zatwierdzić premier... czyli, ty, Donaldzie.
- Ech, to takie skomplikowane. A przecież zaraz idziemy grać w piłkę.
- Widzę, że już się przebrałeś.
- Tak, ale korki mi się o dywan zaczepiają... No więc, Grzesiu, nie panikuj. Patrz, masz tu gazetę. Widzisz co tu jest napisane...?
- Widzę...
- Właśnie. Polacy mnie kochają. Czyli nie ma się co męczyć czytaniem tych skomplikowanych dokumentów.
- Ale to źle działa na ministrów. Oni przestają pracować!
- No to dobrze. Widać nic pilnego do roboty nie ma.
- Hm, a Igor Janke napisał, że my się tylko uśmiechamy, a przecież za trzy lata wyborcy będą na rozliczać z konkretów.
- A kto to ten Janke? I co on wie o naszej wielkiej idei społecznej miłości? Za trzy lata, to my będziemy mieli 90 procent poparcia. Wiesz dlaczego, Grzesiu?
- Dlaczego?
- Waśnie dlatego, że żadnych durnych papierków czytać nie będę! Podaj piłkę, i idziemy!
- Tak jest!
- Acha, i jeszcze jedno... Uśmiechnij się, Grzesiu, bo jakiś markotny dziś jesteś!


Komentarze
Pokaż komentarze (13)