A czy można zrozumieć co mają na myśli Paweł Małaszyński i Krzysztof Hołowczyc, którzy będą reprezentować Polskę w olimpijskiej sztafecie? Pierwszy uważa udział w propagandowym chińskim spektaklu za „wyjątkowy zaszczyt", a drugi za „ogromne wyróżnienie".
Te zaszczyty i wyróżnienia dla Polaków nastąpią w okolicach Kantonu, dnia 4 czerwca. Będzie to 19 rocznica dwóch historycznych wydarzeń - pierwszych częściowo demokratycznych wyborów w Polsce oraz masakry bezbronnych demonstrantów na pekińskim placu Tiananmen.
Na skutek paradoksu historii, 4 czerwca stał się dniem wyjątkowo symbolicznym. W jednym miejscu na świecie wolność się rodziła, a w drugim umierała. To drugie miejsce, Tiananmen, jest od 19 lat pilnie strzeżone przez służby bezpieczeństwa i zamykane na noc, by nikt nigdy nie zdołał upamiętnić ofiar komunistycznej zbrodni.
Polscy uczestnicy sztafety mówią (oprócz Małuszyńskiego i Hołowczyca są to jeszcze Reni Jusis oraz zwycięzcy konkursu Samsunga - sponsora Olimpiady) niemal jednym głosem, że przecież sztafeta to wydarzenie sportowe, a nie polityczne. Cóż, może tak kiedyś było (chociaż raczej nigdy), ale na pewno nie jest tak teraz. To wydarzenie stało się polityczne, i ich udział w nim też jest sprawą polityczną. Zasłanianie się sportem to tylko żałosna wymówka.
Nie można zrobić wiele, by sprzeciwić się zbrodniom chińskiego reżimu. Z pewnością jednak unikniecie udziału w sztafecie jest jedną z tych rzeczy, które warto uczynić. Oczywiście, jeśli takiemu Małaszyńskiemu pochlebiają zaszczyty od morderców - proszę bardzo. Niech się jednak nie zdziwi, że po powrocie ktoś mu napluje w twarz.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)