Z istnienia takich „lokalnych" układów i ich zbrodniczego znaczenia zdaliśmy sobie najlepiej sprawę podczas „afery Starachowickiej". Wówczas to, w 2003 roku, okazało się, iż struktury przestępcze z województwa Świętokrzyskiego posiadały znakomity kontakt z miejscowymi politykami SLD. Henryk Długosz i Andrzej Jagiełło nie byli bynajmniej tuzami ówcześnie rządzącej partii, ale ich wpływy wystarczyły, by wydatnie pomóc przestępcom. Przykład Starachowice pokazał, że podrzędny prowincjonalny mafioso potrafi zapewnić dla swych interesów ochronę na najwyższych szczeblach władzy państwowej.
Sprawa porwania i morderstwa Krzysztofa Olewnika to kolejne „Starachowice". Mechanizm jest bardzo podobny - jacyś, nadal nie znani ludzie, potrafili zapewnić ochronę interesom mazowieckiego światka kryminalnego. Tacy ludzie jak Ryszard Kalisz nie musieli wiedzieć, o co chodzi dokładnie - tak jak Zbigniew Sobotka nie wiedział w czym pomaga Jagielle i Długoszowi. Po prostu spełniał życzenie kolegów, być może nawet nie podejrzewając, w jakie bagno się pakuje.
Bez wątpienia sprawa Olewnika jest od Starachowic o wiele gorsza. Macki lokalnej ośmiornicy sięgały od Płocka, gdzie dokonano porwania, po Radom, gdzie mieści się wojewódzka komenda policji.
Z tego, co już wiemy o zabójstwie Olejnika, śledztwo prowadzone było w sposób kuriozalny. Odznaczony przez Ryszarda Kalisza policjant odrzucał najważniejsze dowody, które mogły doprowadzić do szybkiego zatrzymania podejrzanych, a może nawet uratowania ofiary.
Oczywiście, w całej sprawie nie chodziło tylko o to jedno porwanie. Zapewne dla grupy, która go dokonała, był to tylko jeden z rozlicznych interesów. Potwierdza to chociażby właśnie fakt tak silnego oplecenia państwowych urzędów. Nikt by czegoś takiego nie robił, dla jednej tylko akcji.
Prawdopodobnie gdyby nie zaangażowanie rodziny Olewników, o tej zbrodni nikt by już nie pamiętał. Lecz dzięki tym dzielnym ludziom mamy szansę dotrzeć do prawdy. Oby tym razem nasze służby potrafiły ją wykorzystać. Inaczej czekają nas kolejne porwania, kolejne zabójstwa. A wspólnicy morderców będą nadal zasiadali w Sejmie.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)