Smucę się, gdy muszę obserwować jak znaczna część blogerów S24, których cenię i zawsze czytam ukazuje swoją słabość. Tak jest słabość - trudno inaczej nazwać ideę bojkotu, gdy jest ona uzasadnia następująco:
Nic nie usprawiedliwi grzechu zaniedbania i zaniechania, jeśli nadal pozwolimy się wieść na manowce kłamcom, uzurpatorom i fałszywym autorytetom. Być może wygodnie jest żyć z mentalnością niewolnika, dreptać na krótkiej smyczy i wyręczać się w myśleniu michnikowszczyzną. Ale kto chce być wolnym - musi podjąć wyzwanie, trud i odpowiedzialność za losy własne, swojej rodziny i Ojczyzny.
Oto wiec okazuje się, iż media „wiodą na manowce" prawicowych blogerów. Ci zaś, bojąc się nieuchronnego (?) „prania mózgów", postanowili schować głowy w piasek. Ciekawe wyjście. Ale nie dla mnie. Ja uważam, iż media trzeba śledzić cały czas i ukazywać ich kłamstwa. Zaś przede wszystkim należy próbować tworzyć media własne.
Zwolennicy bojkotu mogą rzec, iż przecież oprócz aspektu ideologicznego, bojkot ma też charakter ekonomiczny. Nie kupowanie gazet ma ponoć doprowadzić do upadku medialnych imperiów. Może byłoby to nawet słuszne założenie, gdyby nie fakt, iż lista „buntowników" pełna jest osób, które jeszcze niedawno wyśmiewały (i nadal wyśmiewają) wszelkie inicjatywy związane z Tybetem. Uważają je za pozbawione szans powodzenia i nie pragmatyczne. Zwłaszcza bojkot chińskich towarów.
I teraz ci sami ludzie, którzy uważają, że nie da się obejść bez chińskich towarów, nawołują do bojkotu największych mediów Polsce. I to już jest śmieszne, prawdę mówiąc. Bo ja nie mam nic przeciw ideowości. Człowiek nie korzystający z większości mediów może funkcjonować, tak samo jak ten starający się nie kupować chińskich rzeczy. Tylko jakim prawem ten pierwszy szydzi z drugiego, uważając go za głupka, który nie przekona do swojego pomysłu więcej, niż grupkę ludzi?
A co, Wy, Drodzy Państwo Bojkotujący Media, uważacie, że przekonacie do siebie masy?
W tryby buntu już się wsypuje piasek. I to rękami samej Maryli, która bojkot jakby koordynuje. Jak zwykle tworzy ona swój serwis w oparciu o takie źródła jak Onet.pl. gazeta.pl, tvn24.pl, dziennik.pl. I co, to jest ten bojkot? Przecież Maryla w ten sposób produkuje tym serwisom wejścia, za które zapłacą im reklamodawcy. To jest jak drukowanie napisu „Free Tibet" na koszulce wyprodukowanej w Chinach!
A przecież jest jeszcze kilka innych źródeł informacji, na jakich można się oprzeć. Np. serwis niezależna.pl. Albo rozwijająca się strona Klubu Parlamentarnego PiS. Chociaż ta ostatnia bazuje w dużym stopniu na doniesieniach mediów. No, ale właśnie - czy politycy mogliby sobie pozwolić na taki bojkot? Raczej nie.
Pozostaje więc pytanie, kogo chcą reprezentować bojkot-blogerzy? Na pewno nie PiS, bo dla partii byłoby wręcz niebezpieczne głosić podobne postulaty. Jak ma działać partia bez wizyt polityków w studiach telewizyjnych najbardziej wpływowych mediów? piS może bojkotowć Superstację, ale czy zbojkotowałby TVN24?
Bojkot-blogerzy nie reprezentują też konsumentów, bo nigdy nie uda im się przekonać do swej idei milionów. Nie dlatego, że jest ona kiepska - ludzi udawało się przekonać do różnych rzeczy. W tym jednak przypadku zwolennicy idei są pozbawieni zdolności przekonywania do siebie ludzi o innych poglądach (lub - co ważniejsze - bez poglądów). Widać to doskonale w licznych salonowych dyskusjach.
Dla kogo jest wiec ten bojkot? Cóż, dla nich samych. I to jest smutne. Zamiast szukać naprawdę dobrych sposobów walki z Matrixem, część prawicy hermetyzuje swoje mentalne getto. Kiedyś będą tak hermetyczni, że się uduszą.


Komentarze
Pokaż komentarze (58)