Oto bowiem coraz więcej osób bez oporów nazywa „układem" sytuację w PZPN. Chociażby Tomasz Lis wczoraj. Równocześnie dziennikarze (np. dziś w „Rzeczpospolitej") piszą o „układzie", który rządził (rządzi?) w Płocku i doprowadził do śmierci Krzysztofa Olewnika. I nikt się temu nie dziwi. Nikt się nie oburza (poza, co najwyżej, członkami owych układów).
Należy się więc zapytać: jak to? Czy w PZPN może istnieć układ, a np. w korporacjach prawniczych już nie? W Płocku może być układ, a w Warszawie nie?
Oczywiście, że układy mogą istnieć wszędzie. Kaczyńscy nie dokonali wybitnego odkrycia z dziedziny politologii, socjologii, czy też psychologii społecznej, mówiąc o tym, iż ludzie mają tendencję do utrwalania swoich wpływów we wszelki możliwy sposób. A jednak liderów PiS wyszydzano i ośmieszano za stwierdzenie oczywistości.
Płock i PZPN to przykłady układów, które przynosiły zyski swoim uczestnikom, ale z czasem całkowicie się zdegenerowały. Zwłaszcza PZPN. Wiara w bezkarność demoralizuje i zmusza do popełniania błędów, które odsłaniają tajemne konfiguracje interesów przed światem. A kiedy już wszyscy widzą, co jest grane, do opisu nie pozostaje inne słowo, niż właśnie „układ".
***
Jest słynna bajka Andersena o cesarzu, który dał się zwieść oszustom i dał im mnóstwo pieniędzy na nową, wspaniała tkaninę. Oni pieniądze wzięli, a strój dla władcy uszyli z powietrza. Gdy zaprezentowali „nowe szaty" na dworze wzbudziły one konsternację. Nikt jednak, łącznie z cesarzem, nie chciał przyznać co naprawdę widzi:
„Co takiego?! - pomyślał cesarz. - ja nic nie widzę! To straszne! Czyżbym był głupi? Czy nie nadaję się na cesarza? Nic gorszego nie mogło mnie spotkać!"
- O, bardzo piękna - powiedział. - Moje najwyższe uznanie! - I z zadowoleniem skinął głową, przyglądając się pustym krosnom; nie chciał przyznać, że nic nie widzi. Cała świta patrzyła i patrzyła, i nikt nie widział więcej niż pozostali, lecz wszyscy mówili tak jak cesarz:
- O, bardzo piękna! - I radzili mu, by pierwszy raz włożył szatę z tej wspaniałej materii na pochód przez miasto, który wkrótce miał się odbyć.
- To jest magnifique, prześliczne, excellent! - powtarzano z ust do ust, i wszyscy ogromnie się cieszyli. Cesarz każdemu z oszustów dał krzyż kawalerski do zawieszenia na dziurce od guzika i tytuł nadwornego tkacza.
Zawsze czytając kolejne, bardzo liczne elaboraty na temat całkowitej idiotyczności doszukiwania się „układów" wspominałem mistrza Andersena. Na koniec bajki jakieś dziecko krzyknęło, że cesarz jest nagi. Czas, byśmy w końcu wszyscy to wykrzyknęli.


Komentarze
Pokaż komentarze (60)