Że SLD jest skończone stało się jasne w momencie, gdy Grzegorz Napieralski zgłosił swoją chęć objęcia przewodnictwa partii. W polskim systemie politycznym niezwykle rzadko ktoś neguje aktualne przywództwo. To się prawie nigdy nie zdarza w silnych partiach, które co do jednej są wodzowskie.
A SLD się zdarzyło, co znaczy, iż nie jest ani wodzowska, ani silna, za to pogrąża się stopniowo w autodestrukcji. Ugrupowanie postkomunistów sięgnęło dna i zapewne już się od niego nie odbije. Co nie znaczy, że lewica w Polsce zniknie - dopiero teraz będzie mogła się pojawić.
Ponoć to Sławomir Sierakowski nakłonił Wojciecha Olejniczaka do nagłego zerwania koalicji z PD, co w efekcie doprowadziło do całkowitego zamętu na postkomunistycznej stronie sceny politycznej. Czy Sierakowskiemu o to chodziło? Cóż, może właśnie dokładnie o to.
Postkomunistyczna partia znika, ale nie znikają postkomuniści. Wtedy, gdy SLD było silne, czerwone pająki siedziały na jednej pajęczynie. Kiedy nici zaczęły pękać, rozpełzły się po kraju. Zniknęły z pierwszych stron gazet i pochowały w korporacjach, w tym medialnych. Zaczęły snuć nowe pajęczyny, a SLD stało się tylko powiewającym na wietrze strzępkiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)