Wybory w Rosji były, zgodnie z przewidywaniami, farsą obserwowaną z uprzejmym uśmiechem przez zachodnich przywódców. Równocześnie Chiny pokazały, jak wielka jest obecnie potęga nowoczesnego autorytaryzmu.
Policje demokratycznych krajów pałują na całym świecie demonstrantów, byle tylko nie drażnić władców Państwa Środka. Wkrótce politycy stawią się karnie na ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie - byle tylko nic nie zakłóciło handlu z jakże cennym partnerem.
Jak wygląda chiński model sprawowania rządów najlepiej pokazuje nowy film Tomasza Bagińskiego, w którym milicjanci rozstrzeliwują skazańców, wyrywają im złote zęby i przetapiają na olimpijskie medale. Metafora drastyczna, ale trafna. Jednak rzecz w tym, że wszyscy wiedzą jak jest w Chinach - i mało komu to przeszkadza. To prawdziwy triumf autorytaryzmu.
Biorąc pod uwagę jak lekceważąco europejscy przywódcy podchodzą do takich wartości jak prawa człowieka, trudno uznać za szczere ich troskę o te prawa na własnym terenie. To Europie jest potrzebna Karta Praw Podstawowych, a gdzie indziej można zabijać niewinnych ludzi?
Na tym tle widać wyraźnie, że „troska" europejskich polityków o promowanie pewnych wartości jest niczym innym jak sprytną próbą zniewolenia mieszkańców Unii. Daje im się pozory absolutnej wolności, a tymczasem w rzeczywistości ogranicza prawa, które zawsze oni posiadali.
Rządy PO w Polsce są jedynie elementem szerszego, europejskiego procesu. Pod pozorem zapewniania swobód, ogranicza się pluralizm poglądów i wypowiedzi. Nikt nie ma mieć prawa zastanawiać się w jakim kierunku podażą integracja UE. Nie ma czegoś takiego jak „narodowy interes" - jest racja stanu każąca nam biernie akceptować fanaberie urzędników z Komisji Europejskiej.
Dlaczego tak się dzieje? Politycy, ściśle powiązani z największym biznesem, dbają po prostu o przewidywalność konsumentów. Ludziom ma się, rzecz jasna, żyć lepiej - ale w sposób dokładnie określony rozmaitymi normami.
Zapewne to wyjaśnia, czemu politycy i szefowie korporacji tak cenią sobie Chiny oraz Rosję. Te państwa wyglądają w wymarzony przez nich sposób - interesy robi się z niewielką elitą, która nie musi przejmować się tysiącami różnych czynników, charakterystycznych dla demokracji.
Polscy oligarchowie również chcieliby mieć pewność, iż produkowane przez ich firmy produkty znajdą nabywców. Że reklama będzie skuteczna, a nikt nie będzie zadawał niewygodnych pytań. Potrzeba więc im władzy, która przekona ludzi, iż najważniejsze w życiu rzeczy to tylko dobry samochód i nowocześnie wyposażone mieszkanie. Modne ubranie i atrakcyjna taryfa w sieci komórkowej.
Czynniki takie jak narodowa tradycja, patriotyzm lub religia wprowadzają na ustabilizowany rynek niepewność. Należy więc je zastąpić „prawami podstawowymi" i nazwać je wolnością. Żeby ludzie nie myśleli o głupotach, tylko kupowali. I kupowali. Chińczycy już tak robią, i świetnie im się żyje.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)