Być może nikt by się o tym nie dowiedział, gdyby po kilku miesiącach niektórzy żołnierze nie zaczęli informować o wydarzeniach w My Lai prasy oraz polityków. Jednak do opinii publicznej prawda dotarła dopiero po ponad roku. W listopadzie 1969 opublikowano zdjęcia ofiar, które wywołały wstrząsające wrażenie i spowodowały, jak to ujął Henry Kissinger, że sprawy nie dało się już zatuszować.
Mimo to, jedyną osobą która poniosła odpowiedzialność za My Lai był porucznik William Calley, skazany na dożywocie. Został on natychmiast ułaskawiony przez prezydenta Nixona (warto dodać, iż zbrodnia została dokonana podczas rządów administracji Johnsona). Żadnemu z kilkudziesięciu pozostałych żołnierzy biorących udział w masakrze My Lai nie postawiono zarzutów. Nie analizowano roli, jaką odegrali wysocy rangą oficerowie koordynujący akcję z bazy.
***
16 sierpnia 2007 roku grupa polskich żołnierzy służących w Afganistanie otrzymała rozkaz ostrzelania pozycji talibów w pobliżu wioski Nangar Khel. Podczas przeprowadzania ostrzału jeden z pocisków moździerzowych trafił w zabudowania, powodując śmierć i obrażenia kilkorga cywilów.
Po powrocie do kraju polscy żołnierze zostali w spektakularny sposób zatrzymani przez policję i decyzją sądu osadzeni w areszcie. Wojsko odmówiło im udzielenia pomocy prawnej, a media nazwały ich mordercami.
Przeprowadzony przez prokuratorów eksperyment wykazał, iż typ moździerza używanego przez Wojsko Polskie w Afganistanie wykazuje wady, które mogą powodować zmianę toru lotu pocisku. Mimo to żołnierze nadal oczekują na proces za kratami.
***
„Gazeta Wyborcza" przedstawia wypowiedzi polskich wojskowych:
- Ludzie, którzy mieli jechać na kolejne misje zastanawiają się teraz: "Po co jechać, żebym się bał wyciągnąć broń i strzelić?". To jest syndrom Nangar-Khel - mówi dowódca wojsk lądowych gen. Waldemar Skrzypczak.
- Zgłosiłem się do wyjazdu, zanim to wszystko się zaczęło - mówi Gazecie podoficer, który za kilka dni wylatuje do Afganistanu. Walczył już na trzech misjach w Iraku. - Teraz wiem, że bać muszę się nie tylko talibów, na nich mam broń, na prokuraturę - żadnej obrony.
***
Z perspektywy kilku miesięcy trwania „sprawy Nangar Khel" widzimy już, jak wielkim jest ona ciosem dla morale naszej armii. Nie dlatego, iż zginęli cywile. Dlatego, że Polska potraktowała swoich żołnierzy jak przestępców. A przecież sama wysłała ich na brutalną wojnę. Kolejny ofiarami Nangar Khel mogą być polscy wojskowi, którzy - pamiętając o losie swoich kolegów - zbyt późno chwycą za broń.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)