Dmitrij Medwiediew będzie jutro dumnie kroczył poprzez kipiące złotem sale Kremla - po czerwonym dywanie, w szpalerze żołnierzy. Najznaczniejsi obywatele Imperium będą mu się kłaniać do stóp. Czy nie przyjdzie mu do głowy szybko rozprawić się ze swoim patronem?
Tak już się bowiem w Rosji przez ostatnie sto lat ustaliło, że każdy nowy władca wykańczał (czasem dosłownie) swojego poprzednika. Sam Putin szybko przestał być marionetką jelcynowskiej „rodziny" i brutalnie pozbawił ją wszelkich wpływów. Nikt tak dobrze jak on nie wie, że lojalność to w polityce cecha pożądana, ale występująca bardzo rzadko.
Osobiście uważam, że takie „uduszenie poduszką" Putina mogłoby być dobre zarówno dla Rosji, jak i świata. Oczywiście pod warunkiem, iż stanowiłoby wstęp do rozprawy z wszechwładzą tajnych służb.
Nie mamy jednak żadnych podstaw, by spodziewać się po nowym prezydencie zarówno niezależności, jak i ciągotek demokratycznych. Ten człowiek otrzymał z rąk swego poprzednika ogromną władzę - lecz zapewne obwarowaną wieloma zastrzeżeniami, które znają tylko dwie osoby w Rosji.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)