Jest 9 maja i dziś w Warszawie wiesza się zdrajców. Każdy z nich był kimś bardzo ważnym. Dyplomatą, posłem, ministrem, dowódcą armii. Każdy z nich przedłożył własny interes ponad dobro kraju.
Jedni współpracowali z wrogimi mocarstwami bo chcieli obronić swoją uprzywilejowaną pozycję w kraju. Inni brali pieniądze za donoszenie na patriotów. Byli gotowi sprzedać ojczyznę za garść judaszowych srebrników. I prawie im się to udało.
Jeszcze niedawno nosili wysoko głowy, nie kryjąc się specjalnie ze swymi czynami. Czuli się mocni i chronieni - swoją zdradą. Drwili z tych, którzy chcieli prawa, wolności i sprawiedliwości. A kolejne klęski patriotów tylko utwierdzały sprzedawczyków w przekonaniu, że na Polską należy pluć.
Zaskoczyliśmy ich jednak. I teraz stoją tutaj, wyciągnięci ze swoich łóżek, wyrwani z ramion żon lub kochanek. Mogą patrzeć, jak ludzie na nich plują. Mogą myśleć o swoim szczęściu - że zostaną zaraz szybko powieszeni, a nie oddani w ręce narodu. Ich patroni są daleko, a władzą jesteśmy teraz my.
I oto zdrajcy wchodzą na podwyższenie. Proszą, błagają, płaczą - ale to nic nie da. Pętle lądują na szyjach, ksiądz modli się za ciemne dusze. Pada rozkaz i rozlega się trzask - drewnianych zapadni i kościanych kręgów.
Puszczają zwieracze, tłum wiwatuje. Taki los spotyka zdrajców ojczyzny. I oby taki nędzny koniec czekał zawsze każdego, kto postanowi handlować Polską.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)