Tymczasem okazało się, że to nie był bynajmniej żart. W tym roku na trwające właśnie Juwenalia nie przyjedzie żaden ze znanych rockowych grup - za to już odbył się kolejny koncert disco polo. Wkrótce czekają nas takie atrakcje jak przegląd zespołów dyskotekowych.
Ktoś może rzec - o gustach się nie dyskutuje, widać takie upodobania mają teraz wrocławscy studenci. Rzecz jednak w tym, że właśnie nie. Publika na Juwenaliach składa się w coraz mniejszej części ze studentów - głównie za zasługą disco polo. Po prostu na Pola Marsowe, gdzie odbywa się impreza, zjeżdżają masowo mieszkańcy okolicznych wiosek - zwabieni darmową muzyką i tanim piwem.
Organizatorom z samorządu studenckiego to nie przeszkadza - większość z nich pracuje dla firm organizujących Juwenalia i liczy się dla nich ile osób kupi piwo. To, czy faktycznie studenci bawią się na ich imprezie nie ma żadnego znaczenia.
Dlaczego studenci na to pozwalają? Czemu nie wybiorą innych ludzi do samorządu? Cóż, frekwencja w wyborach samorządowych wynosi na UWr zawsze nie więcej niż 1 %. Ostatnio, podczas procedury wyboru nowego rektora, na studenccy elektorzy zostali wyznaczeni w głosowaniu, gdzie frekwencja wynosiła 0,01 %.
Należy więc zgodzić się z Gniewomirem Świechowskim, który stwierdził, że młodzi mają gdzieś prawicę i lewicę. Więcej nawet - oni mają gdzieś wszystko, łącznie z własnym interesem.
Gniewomir ma rację, tak opisując poglądy młodych Polaków:
Mówić do nich o aborcji, gejach, in vitro, lustracji, kościele nie ma sensu. Nie zaglądają nikomu do łóżka i liczą, że inni zrewanżują się im w ten sam sposób. Nie są entuzjastami aborcji, ale widzą, ile „wart" jest aktualny kompromis. Jeśli staną przed takim dylematem, sami podejmą decyzję zgodnie ze swoim sumieniem. Gej? Gej to człowiek, niech sobie żyje, nawet w partnerskim związku, ale o dzieciach niech nie myśli - chyba, że sam je urodzi(sic!). Lustracja? A czy coś wynikło jak dotychczas z bitej na ten temat piany - nie! Więc może załatwcie to do cholery raz a dobrze, albo zajmijcie się czymś produktywnym. Kościół? Twoja sprawa! Są wśród nich ludzie religijni i ateiści, aczkolwiek ani jedni ani drudzy nie nawracają nikogo.
Rzecz jednak w tym, iż owa „apolityczność" jest doprowadzona do granic absurdu. Można zrozumieć, że młodzi nie ufają politykom w Warszawie. Czemu jednak nie chcą wpływać bezpośrednio na swoje najbliższe otoczenie - takie jak Uniwersytet? Widać wyraźnie, że dają tym samym różnym cwaniaczkom pozwolenie na wykorzystywanie siebie - i nic ich to nie obchodzi!
Pisałem już o tym wielokrotnie - w przeszłości każde nowe pokolenie próbowało kształtować rzeczywistość i ugrać coś dla siebie. Tymczasem młodzi Polacy są do bólu elastyczni. Owszem, można uważać to za zaletę. Jednak brak bezkompromisowości i asertywności zawsze przynosi w końcu szkody. Niezależnie od wykazywanej pracowitości oraz kreatywności, młodzież funkcjonuje przecież w określonym środowisku politycznym oraz prawnym. Dobrowolne zrzekanie się na nie wpływu (który mógłby przecież być gigantyczny) trudno nazwać inaczej, niż głupotą.
Osobiście, niezależnie od politycznych sympatii, cieszyłem się masowego uczestnictwa młodych ludzi w ostatnich wyborach. Wydawało mi się, że może to być faktyczny początek masowej politycznej aktywności mojego pokolenia. Równocześnie zakładałem, iż skoro młodzież poparła PO, to będzie w jakimś stopniu śledzić poczynania tej partii, domagając się realizacji liberalnych reform - które nam, młodym, są jak najbardziej potrzebne.
Niestety, okazało się, że racje mieli właśnie ci określający wyborczy zryw moich rówieśników mianem „owczego pędu". Pobiegli, zagłosowali i zapomnieli. Ich chwilowa aktywność nie przełożyła się na żadną poważną refleksję o polityce i życiu publicznym - czego najlepszym przykładem jest opisane przez mnie wyżej przyzwolenie na działanie w samorządach studenckich ludzi w ogóle nie dbających o interes studentów.
Rzecz jasna są młodzi, którzy działają. We Wrocławiu jest sporo różnego typu inicjatyw - tyle tylko, iż zwykle prowadzą je ci sami ludzie. Naprawdę - gdzie bym we Wrocławiu nie poszedł, spotykam tych samych kolegów. Zwykle należą oni do młodzieżówki jakiejś partii i ze trzech stowarzyszeń.
Kiedyś mi to trochę przeszkadzało, ale teraz już mniej. Zaczynam powoli rozumieć, iż w przyszłości ta wąska elita będzie nadal elitą - pośród pracowitego jak mróweczki tłumu. Nie są to bynajmniej ludzie najmądrzejsi lub najzdolniejsi. Wiedzą jednak jak skonstruowany jest świat, i w jakim jego punkcie najlepiej przysiąść.
Coraz bardziej podoba mi się wizja świata opisana w słynnej książce Janusza Zajdla. Syte społeczeństwo dające się dowolnie sterować przez niewielką grupę, o której mało kto wie. Tak zapewne będzie już za kilkanaście lat. Przy takim podejściu młodych do polityki - zapanować nad nimi to nie problem.


Komentarze
Pokaż komentarze (45)