- Stłukłeś szybę, a teraz musimy za to płacić! - krzyczał ojciec, wymierzając kolejne razy. - Oszaleć można z tym twoim futbolem.
Donald już nawet nie płakał. Zagryzał zęby i czekał, kiedy rodziciel przestanie go bić. Patrzył przez okno na ciemne podwórko, otoczone ponurymi kamienicami z czerwonej cegły. „Kiedyś ci pokażę!", myślał chłopiec.
***
Przyszedł do szkoły wściekły. Od razu pociągnął za sobą kolegów i razem pobiegli w poszukiwaniu Niemca. Uczeń o obco brzmiącym nazwisku chciał schować się w toalecie, ale tym tylko pogorszył swoją sytuację.
Donald podszedł do struchlałego ze strachu chłopaka. Popatrzył na niego mrużąc oczy.
- Mamy cię, hitlerowcu.
- Proszę, nie bijcie mnie...
- Prosić to sobie możesz! - Donald popchnął swoja ofiarę na brudną ścianę.
***
- Och... Dobry towar... - grupka młodych mężczyzn siedziała w chmurze dymu. - A kupił ktoś wino?
- Ja mam - Donald potrząsnął siatką. Szkło mile zabrzęczało.
- Jakie?
- Jak to jakie? Najtańsze. - Donald wzruszył ramionami i głęboko zaciągnął się lufką.
***
- To koniec! Odchodzę!
- Gosiu...!
- Nic nie mów! Ciągle tylko gdzieś łazisz, pijesz i palisz gandzię! Tak nie można żyć!
- Ale my mamy dziecko...
- No właśnie! I popatrz na siebie! Na nas! Michał nie może się wychowywać w takim domu. Za co mamy żyć? Jaka nas czeka przyszłość?
***
- Myślę, że ty powinieneś być prezesem, Donald. Młody jesteś, zdolny. Wiele przed tobą. Do ciebie należy przyszłość. I do liberałów. Wkrótce wygramy wybory i będziemy rządzić Polską.
- Przecież już rządzimy. Jesteś premierem.
- Ale to jeszcze nie to. Prawdziwe zwycięstwo dopiero nas czeka.
- To prawda. Zadaniem elit jest zmiana ustroju gospodarczego, a to wymaga siły, bo ta przemiana godzi w interesy większości społeczeństwa.
- Dokładnie, panie prezesie.
***
- Panowie, policzmy głosy: KPN, PSL, SLD, mała koalicja.
***
- Kochanie, musimy to zrobić... Myślałem, że się ucieszysz. - Donald przestąpił niepewnie z nogi na nogę, miętosząc w rękach bukiet kwiatów.
- Teraz? Po tylu latach? - zona bynajmniej nie była zachwycona pomysłem męża. - I jeszcze mi powiedz, że to nie ma nic wspólnego z wyborami.
- Hm... - mężczyzna zawahał się. - No, w zasadzie to ma. Wiesz, w Polsce, prezydent bez ślubu kościelnego, to trochę nie tak. Wiadomo, jakie jest nasze społeczeństwo.
- Aha. Dobrze. Dziękuję za szczerość. Cóż, skoro wtedy do ciebie wróciłam, to już chyba zostanę na zawsze. Więc weźmy ten ślub.
***
Tłum falował w ekstazie. Na wielkim ekranie dziennikarze podawali właśnie wstępne wyniki wyborów. Donald czuł, jak cała niesprawiedliwość ostatnich dwóch lat znika, zastępowana przez spokój i szczęście. Kiedyś czuł cos takiego tylko po trawce, ale odkrył właśnie nowy, dużo bardziej upajający narkotyk. Władzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)