PACJENT (przestraszony): Co...? Mirosław G.?
PIELĘGNIARKA (spokojnym i łagodnym głosem): Ależ proszę pana, to prawda, że doktor G. był niesłusznie posądzany o wiele rzeczy. Teraz jednak pracuje jak dawniej...
PACJENT: Jak dawniej...?
PIELĘGNIARKA: Tak, jak dawniej i jest wysokiej klasy specjalistą. Trafił pan w pewne ręce.
PACJENT: Ale ta cała sprawa w szpitalu MSW...
PIELĘGNIARKA: Proszę się nie podawać medialnej histerii. Doktora chcieli zniszczyć źli, zawistni ludzie.
PACJENT (nadal wykazujący oznaki zdenerwowania): Może jednak jest jakiś inny lekarz..
(Wchodzi DOKTOR, PACJENT patrzy na niego z lękiem. DOKTOR ocenia sytuację i podchodzi do PIELĘGNIARKI. Łapie ją za rękę.)
DOKTOR (szepcze do PIELĘGNIARKI): Co narobiłaś głupia...! Pacjent jest cały roztrzęsiony. Sp...alaj, ale już.
(DOKTOR klepie pielęgniarkę w tyłek i wypycha za drzwi. Następnie odwraca się w kierunku pacjenta i uśmiecha szeroko. PACJENT próbuje schować się pod kołdrę)
PACJENT: Mam... mam pieniądze....
DOKTOR: Oczywiście, że pan ma. To przecież prywatna klinika.
PACJENT: To nie chce pan łapówki?
DOKTOR: Ja nie biorę łapówek! A już na pewno nie tutaj. Wie pan, ile ja tu zarabiam? Panu również wystawimy całkiem wysoki i oficjalny rachunek.
PACJENT (z ulgą): Uff...
DOKTOR (jakby do siebie): Gdyby wszędzie tak było, to lekarze nie musieliby ratować się na różne sposoby. W Warszawie myśleli, że ja będę za darmo pracował. No, ale tutaj jest inaczej.
(DOKTOR zagląda w kartę pacjenta i odskakuje od lóżka jak oparzony)
DOKTOR: Pan się nazywa Ziobro?!
PACJENT: Tak, tak, ale nie jestem rodziną... Nie, nie... Ja mam pieniądze, zapłacę... zapłacę...
(DOKTOR przygląda się w milczeniu jęczącemu PACJENTOWI. Odkłada kartę i wychodzi)
PACJENT (Płacze): Zapłacę... Zapłacę...


Komentarze
Pokaż komentarze (27)