Myliłem się jednak. To nie z śmierć Barbary Blidy ma pełnić funkcję butelki z benzyną. Gmach polskiej demokracji podpalono, ale ogień podłożono z innej strony. Blida zrobiła się z jakichś powodów za mało atrakcyjna - być może już po prostu wiadomo, iż zrobienie z niej świętej nie jest wykonalne.
Sięgnięto więc po sprawę bardziej obiecującą. Raport o WSI oraz ludzie z nim związani byli atakowany od samego początku. A labirynt wywiadowczych tajemnic i zależności jest całkowicie niezrozumiały dla laików - którymi w tym wypadku są niemal wszyscy Polacy, łącznie z większością dziennikarzy. Można więc dowolnie sterować operacją, a ewentualne próby oporu ze strony przeciwnika kontrować oskarżeniami o łamanie tajemnicy państwowej.
Oczywiście, należy zauważyć, że akcja ABW może mieć przecież racjonalne podstawy. Daleki jestem od traktowania każdego weryfikatora, lustratora, itp., za świętego. Niestety, politycy PiS (a Macierewicz do nich należy) pokazali, iż często otaczają się ludźmi całkowicie niegodnymi pełnienia jakichkolwiek funkcji publicznych. Niewykluczone więc, że faktycznie znalazł się ktoś chcący np. handlować tajnymi informacjami. Jednak w tym przypadku wydaje mi się to mało prawdopodobne.
Dlaczego nie wierzę, by z komisji weryfikacyjnej WSI wyciekały tajne dane? Cóż, bo polska praktyka wskazuje, iż natychmiast zostały by przez kogoś opublikowane. Chociażby przez „Dziennik", który informował o Aleksandrze Lichockim mającym je jakoby sprzedawać. A jakoś żadnych konkretnych przecieków z raportu nie ma. Zapewne dlatego, iż nadal spoczywa on bezpiecznie w sejfie.
Całe zamieszanie z Lichockim, które owocuje obecną akcją ABW, jest zapewne niczym innym jak prowokacją. Jak zostanie ona wykorzystana - to zapewne dopiero zobaczymy. Lecz jedno już wiemy - w Polsce dzieje się coraz gorzej. A dziennikarze wolą pokazywać zabijanie łosia na ulicach Warszawy, niż zabijanie demokracji.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)