Rzecz jednak w tym, iż Piotr B. nie jest żadnym Piotrem B., a po prostu Piotrem Bączkiem. Nie postawiono mu żadnych zarzutów i w tej chwili nie wiadomo nawet jakie były podstawy przeszukania jego mieszkania.
Krótko mówiąc - ABW wjechało komuś do domu bez powodu i „przy okazji" zatrzymało jeszcze dziennikarzy TVP. Dla galopującego majora Bączek jest jednak winny - prawdopodobnie głównym dowodem zbrodni jest fakt, że Bączek nie zastrzelił się widząc agentów ABW. Jak powszechnie wiadomo - tak właśnie robią niewinni ludzie.
Na razie ta niewielka grupka, która podpisała protest, to jedyni dziennikarze żądający od władz wyjaśnień. „Gazeta Wyborcza" przywita nas zapewne rano tytułem w rodzaju Afera w komisji weryfikacyjnej WSI i nie będzie miało dla niej znaczenia to, iż osoby zatrzymane przez ABW z komisją nie mają nic wspólnego. Każde z nas mogłoby chodzić po Warszawie od redakcji do redakcji, oferując „aneks". Zapewne z takim samym powodzeniem jak Aleksander L..
Co teraz należy robić? Moim zdaniem - protestować. Władza musi czuć, iż ktoś jej stale patrzy na ręce. Po kilku miesiącach „polityki miłości" wiemy już, że nikt za nas tego nie zrobi. Czas więc rozpocząć systematyczne demonstracje - takie jak ta dzisiejsza pod Kancelarią Premiera.
Będzie nas mało i będą z nas drwić, ale pamiętajmy, że to dopiero początek. Na Węgrzech walka społeczeństwa z rządem trwa już od wielu miesięcy. Nasi bratankowie potrafili jednak zetrzeć z ust polityków fałszywe uśmiechy. Zastąpiono je zasiekami i kordonem policjantów. To nie wygląda ładnie, ale przynajmniej pokazuje jak faktycznie wygląda sytuacja. My też pokażmy prawdę.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)