Rybitzky Rybitzky
33
BLOG

Bohater, odc. 3 (Najlepsi z najlepszych)

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 4
Stechyn najchętniej porozmawiałby szczerze z profesorem Partyką, przedstawiając mu wizję IPN już całkowicie pozbawionego środków. Minister preferował takie proste metody. Niestety, to co świetnie sprawdzało się w lokalnych sejmikach, rzadko kiedy przynosiło efekt w stolicy. Na groźby szefa MSW Partyka zareagowałby co najwyżej ironicznym uśmiechem. Zbytnią ciekawość naukowców z IPN trzeba było powstrzymać w bardziej wyrafinowany sposób. Na szczęście Stechyn miał od tego ludzi.

***

Przywiązany do krzesła mężczyzna krzyczał coś po arabsku. Przekleństwa, czy też może błagania o litość odbijały się od brudnego betonowego stropu. Ciało więźnia wygięte było w nienaturalny sposób. Leżał na krześle plecami, a ręce i nogi związano mu razem pod meblem. Jego męczarniom przyglądało się spokojnie kilku ludzi. Siorbali kawę z papierowych kubków i palili papierosy.

- Długo już go tak tu trzymacie? - szef ABW Krzysztof Talaryk zagadnął oficera nadzorującego przesłuchanie.

- To już pięć godzin.

- Hm... On się chyba zeszczał.

- Tak jest! - nie wiedzieć czemu oficer poweselał. - Już dwie godziny temu.

- Ach tak... - mruknął Talaryk, po czym zwrócił się po angielsku do swego gościa: - Panie Diskin, przepraszam za ten zapach.

- Nie szkodzi, jestem przyzwyczajony - Yuval Diskin, dyrektor Shin Bet uśmiechnął się lekko - Pańscy ludzie bardzo dobrze związali więźnia.

- Naprawdę?

- Owszem. Świetny „banan". Zupełnie jakby to robili Żydzi. Dużo się od nas nauczyliście.

- Och, staramy się... - Talaryk chciał jeszcze coś powiedzieć, ale jęki Araba przerodziły się w nieustanny ryk bólu. Gdyby nie wibracje telefonu, szef ABW nie usłyszałby dzwoniącej komórki. Talaryk wymknął się z celi i odebrał na korytarzu.

- Grzesiu, nie mogę teraz... No, nic nie słychać... Co? Najlepszych ludzi? Pewnie, ale to pogadamy później... Teraz umacniam polsko-izraelsko-amerykańską współpracę...

***

Kiedy się spotkali, Talaryk miał już przygotowaną listę.

- Nawet nie pytałeś o co chodzi - zdziwił się Stechyn.

- Mieli być najlepsi, to są. Do każdej akcji się nadadzą. Tyle tylko, że większość z nich jest mocno zajęta.

- Odwołaj ich, cokolwiek by nie robili. Ta operacja ma priorytet.

- Chcesz nawet tych, którzy się teraz opiekują tym bucem?

- Tych też.

- O, to widzę, że kroi się coś poważnego - Talaryk spojrzał uważnie na swego zwierzchnika. - Czyżby coś w rodzaju ostatniej akcji...?

- Powiedzmy - Stechyn skinął głową - tylko bardziej. I musimy być delikatniejsi.

- To o Walezego chodzi, tak?

- Tak.

- Grzesiu, przecież wszyscy zobaczą, że to będzie grubymi nićmi szyte!

- O to chodzi, żeby nie zobaczyli.

***

Zbigniew Żebro gwałtownie wdepnął pedał hamulca. Siedzący na fotelu pasażera dziennikarz niemal wpadł głową w przednią szybę. Polityk Partii Sprawiedliwości triumfalnie wskazał boczne lusterko.

- Ha! Widzi pan, panie redaktorze?! Ta czarna limuzyna cały czas za nami jedzie.

Dziennikarz obejrzał się za siebie.

- Panie pośle, tam nikogo nie ma.

- Co? Jak to?! - Żebro spojrzał za siebie. Faktycznie - ulica była całkiem pusta.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka