Gdyby ktoś nie powiedział, że esbek był esbekiem, to Jerzy Stachowicz nadal byłby dobrym człowiekiem. Tak jakby fakt jego wieloletniej przynależności do bandyckiej organizacji nic nie znaczył.
Łukasz Warzecha opisuje innych „dobrych ludzi": sędziego Józefa Korbiela, który skazał niewinnego i prokuratora Jerzego Bidermana, który tegoż niewinnego przed sędzią Korbielą postawił. I jeszcze Jana Widackiego - naczelnego adwokata esbeków. Oni wszyscy, razem ze Stachowiczem spokojnie chodziliby sobie po świecie i nikt by o nich złego słowa nie powiedział (nie licząc Widackiego - o nim się stale mówi).
Ilu jeszcze jest takich „dobrych ludzi"? Bardzo wielu. Dziesiątki tysięcy. Przecież komunistyczny system musiał się na czymś opierać. A, że był zbrodniczy z zasady - to każdy przyczyniający się do jego trwania ma na rękach krew niewinnych.
„Dobrzy ludzie" mogą jednak spać spokojnie. Przecież doskonale wiadomo, że nie grozi im żadna odpowiedzialność. Na jaw wyszła prawda o Stachowiczu, i co? Czy ktoś go zamierza sądzić? Oczywiście - nie. Za to on sam zamierza pozywać. Cóż, jeśli sądzić będzie Józef Korbiela, to ma pewną wygraną.
Fala oburzenia na fakt zatrudnienia przez sejmową komisję śledczą esbeka jako konsultanta jest nic nie warta. Stachowicz i tysiące innych „dobrych ludzi" mają zapewne niezły ubaw. Dobrze wiedzą, iż w tej Polsce można im g... zrobić. Bo oni tę Polskę budowali, kiedy Jacek Żaba się wieszał ze strachu przed wiezieniem. W lutym 1989 roku.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)