Głównym grzechem stetryczałej „elity" jest jej całkowita wtórność. Cóż to za intelektualiści, jeśli od dziesiątek lat nie są w stanie zaprezentować nic odkrywczego? Żyją tylko dawną chwałą i z jej racji uważają się za predestynowanych do wydawania moralnych wyroków. Nie są nawet w stanie zapewnić sobie spuścizny - bo na uczniów wybierają sobie miernoty. Gdy umrą, już po kilku latach nikt nie będzie o nich pamiętał. Także dlatego, iż sami przyczynili się do stworzenia społeczeństwa bez pamięci.
Na razie jednak trwają. Na szczęście ich wpływy są coraz mniejsze, lecz nadal potrafią powstrzymywać zachodzące w kraju zmiany. Są jak generał Zajączek, tyle że on przynajmniej był w młodości prawdziwym bohaterem.
Zapewne w innym państwie podobna „elita" szybko straciłaby swój status. Tam bowiem gdzie liczy się narodowa racja stanu sentymenty nie są ważne. Gdy było trzeba Niemcy pozbyli się Kohla. Jedynymi, którzy go bronili byli jego przyjaciele z Polski. Geremek i Mazowiecki próbowali tłumaczyć Niemcom, że skoro ktoś się zasłużył, to może stać ponad prawem. W Niemczech taka zasada nie przeszła. U nas jest stosowana cały czas.
„Intelektualiści" nazwali IPN „policją pamięci" - traktując to jako obelgę. A właściwie czemu? W wolnym kraju policja stoi na straży sprawiedliwości oraz wolności: państwa i jego obywateli. IPN jest więc jak najbardziej policją. I faktycznie stoi na straży pamięci.
„Autorytety" nie wiedzą co to prawo. Nie rozumieją zasad, jakie powinny kierować społeczeństwem. Uważają, że oni stanowią zasady. Że oni są państwem. Lud ma ich tylko słuchać i w milczeniu wielbić. To postawa antyobywatelska, antydemokratyczna.
Przez kolejne lata jakie im pozostały „intelektualiści" mogą zrobić jeszcze wiele złego. Dziś jest dobry czas by stawić im opór i zrzucić z cokołów, które sami dla siebie wybudowali. Niech odchodzą widząc, że Polska powiedziała im „nie".


Komentarze
Pokaż komentarze (17)