Nie zamierzam tutaj bynajmniej analizować kwestii prawdy. Szukanie jednoznacznej interpretacji wydarzeń ostatnich dekad zajęłoby mi całe życie - a i tak by mi się nie udało. Owszem Polska potrzebowałaby obiektywnego spisania swojej historii - jak zresztą każdy kraj. Ale właśnie historia uczy, iż osiągniecie takiego celu jest po prostu niemożliwe. Zamiast więc szukać prawdy, należy przedstawić własną - i sprawić, by była ona obowiązującą wersją zdarzeń.
Tak właśnie zrobiło środowisko nazwane przez Ziemkiewicza „michnikowszczyzną". Uzyskało ono w swoim czasie przemożny wpływ na życie intelektualne Polski i wykorzystało go do utrwalenia własnej wizji najnowszych dziejów naszego kraju.
„Michnikowszczyzna" popełniła jednak błąd. Wprawdzie bardzo skutecznie przykryła kraj warstwą swoich poglądów, ale nie zadbała o stworzenie grupy strzegących ich strażników. Nie ma, na szczęście, zbyt wielu młodych adeptów „michnikowszczyzny". To efekt relatywizmu promowanego przez nikogo innego, jak właśnie „michnikoidów".
Młodzi ludzie potrzebują wyrazistych idei, a lektura „Gazety Wyborczej" nie dostarcza ich zbyt wiele. Owszem, „michnikowszczyzna" wychowała wierny tłum - ale takowy kiepsko nadaje się, gdy nadchodzi czas prawdziwej walki.
Dlatego „autorytety" tak boją się historyków z IPN. Po prostu nie mają nikogo, kto mógłby się im przeciwstawić. Na niwie, intelektualnej, rzecz jasna. My na Grossa mieliśmy Chodakiewicza. Im pozostają jedynie marzenia o cenzurze i wiara w tajne służby.
„Michnikowszczyna" wie, że zaczyna przegrywać walkę o historię - a także o swoje miejsce w niej. W tym roku widać to było już podczas obchodów marca 1968 roku, zarówno krajowego, jak zagranicznego. Nagle padło wiele pytań, sugerujących, że kontekst obchodów 50. rocznicy tamtych dni może być już zupełnie inny (wiem, że będzie inny).
Rzecz jasna, można rzec, iż kiedy Michnik, Geremek, Mazowiecki i inni dołączą do Kuronia, będzie im mało zależeć na historycznej interpretacji ich działań. Ale czy faktycznie? Ci ludzie zawsze chcieli panować nad ludzkimi umysłami - prawie im się to udało. Tymczasem teraz zaczynają rozumieć, kto o nich będzie pisał książki. I co w tych książkach będzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)