Za 30 parę lat (a może sto) nikt nie będzie miał najmniejszych wątpliwości, że na początku XXI wieku Izrael zaczął upadać. Państwo oparte na (mającym mocne podstawy) micie niezwyciężonej armii przegrało wojnę z grupką żujących kaczany obdartusów w sandałach. I nic dziwnego, bo Żydzi jak ognia postanowili unikać obowiązkowej służby wojskowej. Zapełnili wojsko specjalnie do tego celu sprowadzonymi ćwierćżydami z Rosji.
Niektórzy z emigrantów są nawet dobrymi żołnierzami. Ale, że nauczyli się wojaczki w Czeczenii, to i nabrali pewnego specyficznego stylu. Objawia się on w traktowaniu jako celu każdego muzułmanina - nawet jeśli to kobieta lub dziecko. Lecz wiadomo - mały Palesteńczyk też uniesie bombę, więc dowództwu nie przeszkadzają wyczyny rosyjskojęzycznych podwładnych.
Dziwne, ale coraz więcej izraelskich cywilów nie docenia wysiłku armii, organizując się w różnych pacyfistycznych organizacjach. I kręcą sznur na własne szyje, protestując przeciwko zabijaniu Palestyńczyków.
Cóż, Żydom coraz trudniej przemówić do rozsądku - bo nie ma kto tego zrobić. Bezpowrotnie minęły czasy Goldy Meir, Ben Guriona, czy Rabina lub nawet Sharona. Teraz izrealscy politycy to już nie mężowie stanu i prawdziwi herosi. Są tak samo zepsuci jak ich koledzy z Europy, kradnąc publiczne pieniądze lub gwałcąc sekretarki. Jak mają przekonać naród, że warto walczyć o kraj?
Zresztą, trudno mówić o narodzie, gdy wspomniana fala pseudożydów z byłego ZSRR nie poczuwa się do zadnych więzów z nową ojczyzną, ani tym bardziej z żydowską tradycją. Dochodzi do takich absurdów jak neonaziści grasujący po ulicach Haify. Chociaż, czy to większy absurd niż ortodotyksyjni Żydzi ściskający się prezydentem Iranu?


Komentarze
Pokaż komentarze (20)