Sztuka manipulacji rozkwita w "Gazecie Wyborczej" nieustannie. Dziś niektóre portale internetowe straszyły od rana rewolucją zapowiedzianą jakoby przez Jarosława Kaczyńskiego. Już się ucieszyłem i chciałem ruszyć na miejsce zbiórki, gdy sięgnąłem do źródła tej "porażającej" informacji - czyli do "Wyborczej".
I tu, niestety, spotkało mnie rozczarowanie. Okazało się bowiem, iż Kaczyński powiedział coś dokładnie odwrotnego: żadnej rewolucji nie będzie. Szkoda, ale nie, bo jak rzekł prezes PiS: polska skłonność do rewolucji to mit. Oczywiście nie przeszkodziło to "GW" rozpropagować swoją wersję przesłania wypływającego ze słów byłego premiera.
Kaczyński słusznie dostrzegł trzy rzeczy:
1. Trwa ustanawianie systemu, gdzie wszelką władzę posiada jedna parta, czy też raczej jedna formacja światopoglądowa. Władza wykonawcza oraz ustawodawcza, wymiar sprawiedliwości, media - wszystko to może stać się częścią wielkiej, nadzorowanej przez Platformę korporacji.
2. Dzieje się to przy obojętności społeczeństwa, któremu bardzo daleko do obywatelskości. Ludzie po prostu chcą się żyć w spokoju i bogactwie, nie myśląc o cenie, jaką w przyszłości przyjdzie im zapłacić za stabilizację. Establishment może więc robić co chce - byle tylko nie zmuszał swoich poddanych do myślenia.
3. Wiara, iż jakieś gwałtowne gesty lub mocne słowa odwrócą ten trend jest naiwnością. Potrzebne jest potężne uderzenie - ale na to, w zobojętniałym społeczeństwie, nie ma szans.
Kaczyński nie powiedział, jakie wnioski wysnuwa z powyższych spostrzeżeń. Moim zdaniem dla przeciwników "polityki miłości" pozostaje w tej chwili tylko jedna droga - umiejętnie skopiować zwycięską strategię Platformy i stopniowo przekonywać Polaków, iż my kochamy bardziej. Nie stawiać przed nimi górnolotnych celów, nie straszyć. Uprzejmie i z wyczuciem tworzyć strukturę, która w odpowiedniej chwili przewróci budowany przez PO system.
Gdyż rewolucja nie jest teraz możliwa, ale nie zmienia to faktu, że jest potrzebna.


Komentarze
Pokaż komentarze (44)