- ...nasi informatycy zrobią to bez problemu. Wgrają mu na komputer zdjęcia z dziecięcą pornografią. Potem przekierują go na jakieś pedofilskie strony i będziemy mogli mu wjechać do chałupy. Po czymś takim facet będzie skończony i nikt nawet się nie zająknie w jego obronie. - Szef ABW uśmiechnął się szeroko. - Takie rzeczy się przecież zdarzają, prawda?
- Czy ciebie całkiem pogięło?! - warknął Schetyn. - To będzie szyte cholernie grubymi nićmi!
- Dziennikarze będą zachwyceni - Talaryk wzruszył ramionami - ci z „Gazety Wybranej" tylko czekają na takie coś.
- Nie jesteśmy tu, by robić dobrze „Gazecie Wybranej". Tym bardziej, że już im się zaczyna za dużo rzeczy nie podobać. Niektórzy członkowie Ruchu uważają, że „Gazeta" niedługo otwarcie poprze polskich zapaterowców.
- Hm, to by nie było dobrze - zmartwił się Talaryk. - Ruch musiałby zająć jakieś stanowisko wobec lewicowców. A premier... - urwał, chcąc zostawić znaczące niedopowiedzenie. Ale Schetyn nie był w nastroju na subtelności:
- ...premier nie lubi zabierać jasnego stanowiska - dokończył minister. - Ale będzie musiał. Tak czy inaczej, w końcu czeka nas konflikt z „Gazetą Wybraną". Nie musimy się z nimi obchodzić jak z jajkiem. Zwłaszcza, że to oni mogą chcieć nas wydymać. Chochołowski już dostaje szału jak widzi te wszystkie relacje z parad i apele o aborcję.
- Chochołowski stale dostaje szału - mruknął Talaryk.
- Owszem - Stechyn pokiwał głową - ale tym razem nie jest sam. W naszej partii jest dużo ludzi, którzy nigdy nie zgodzą się na promocję zapateryzmu. Zresztą, większość Polaków też nie. A my przecież jesteśmy głosem naszego narodu... Dlatego nie wspominaj mi tu o „Gazecie".
- No dobrze. Ale przecież „Gazeta" broni Walezego. Wykonują świetną robotę.
- Tak, świetną - minister przewrócił oczami. - Tylko dlaczego? Bo uczepili się Walezego jako symbolu swojej ideologii. Przywłaszczyli go sobie niemal ostatnio. A nam on był potrzebny jako symbol partii.
- Już nie jest?
- Obaj wiemy co tutaj jest, Krzychu - Stechyn poklepał ręką leżący na biurku wydruk. Dostał go z IPN bez większego problemu. Przecież książka i tak miała być wydana za kilka dni. - Szokujące te informacje może dla nikogo nie są, ale wystarczą, by pokazać jaką farsą było bronienie Walezego. Pytanie jest jedno. Czy zdołamy przeprowadzić udaną akcję zagłuszającą?
- Będziemy próbować...
- Próbujemy już od dłuższego czasu! I co? Nawet Przyjaciele nie dają rady, a im zawsze wszystko wychodziło. Nie... coraz lepiej widzę, że to nie ma sensu.
- Premier też tak myśli? - Talaryk spojrzał na ministra i natychmiast pożałował pochopnie zadanego pytania.
- Ja dobrze wiem co myśli premier - wycedził Schetyn. - Więcej nawet. Możesz mieć pewność, iż rozmawiając ze mną, rozmawiasz z nim.
Talaryk nie był bynajmniej przekonany do takiego stwierdzenia, ale skinął tylko głową i powiedział:
- To co robimy?
- Działamy tak jak dotychczas, ale bez pomysłów w rodzaju wsadzanie komuś pedofilskich zdjęć. I przygotowujemy plan B.
- Plan B?
- Tak... Akcję na wypadek, gdyby nasz bohater zrobił się bardzo niewygodny. Nie tylko dla nas, ale i dla kraju.
Talaryk poczuł, jak nagle robi mu się chłodno. Minister tymczasem rozejrzał się znacząco po ścianach gabinetu, po czym rzekł:
- Ale to już omówimy w specjalnym pomieszczeniu...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)