Metoda Tuska na bojkot jednej z największych gazet w kraju jest bardzo prosta. Nie zwołał konferencji prasowej, nie krzyczał o wrogości. Po prostu ignoruje „Rz". Hałasu nie ma, a i tak wszyscy wiedzą o co chodzi.
PiS mogło postąpić tak samo z TVN. Nie mówić o bojkocie, tylko unikać kontaktu ze stacją korzystając z błahych wymówek. Grupę występujących w tej telewizji polityków można było zawęzić do grona kilku osób (starannie wyselekcjonowanych). Należało dać TVN jasny sygnał - będziemy przychodzić do studia, ale na naszych warunkach. Jeśliby dziennikarzom coś nie pasowało, to wtedy ich oskarżyłoby się o bojkotowanie PiS.
Ponadto, jak rozumiem, PiS przeszkadzają głównie nie dziennikarze, a zachowanie niektórych polityków Platformy. Trudno się temu dziwić - Niesiołowski lub Pitera to ludzie dla mało kogo będący miłym towarzystwem. Jednak zamiast obrażać się na TVN należało dokonać bojkotu tych konkretnych „rozmówców" - wskazując równocześnie dlaczego się to robi.
Krótko mówiąc - zamiast skakać na główkę należało przygotować pod swoje działania odpowiedni grunt. Nawet w skrajnie trudnych warunkach naszego rynku medialnego są możliwości dotarcia ze swoim przekazem. PiS z nich dobrowolnie zrezygnował, czy raczej nie chciał ich użyć.
Teraz - stało się. Najgorsze co PiS może zrobić, to powrócić do TVN. To się po prostu nigdy nie może stać. Przynajmniej póki styl tej stacji nie ulegnie wyraźnej zmianie, a na to się nie zapowiada. Jeśli PiS zakończy bojkot oznaczać to będzie, że partia zachowała się w sposób skrajnie nieodpowiedzialny. Tylko konsekwencja uratuje sens tej decyzji.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)