- Jak to? Powiedział, że nie zorganizujemy Euro, a winę zrzucimy na PiS?
- Nie, Donaldzie, nie ten plan... Ten drugi. Że w ogóle nie zrobimy nic, a winę zrzucimy na PiS.
- Och! Ten Stefcio! Pewnie znów wziął czerwoną pigułkę zamiast niebieskiej.
- Tak, i nagadał dziennikarzom, że teraz niech sobie prezydent wetuje, a my go przechytrzymy i do końca jego kadencji nie napiszemy żadnej poważnej ustawy.
- A mieliśmy napisać?
- Hm... No nie. Ale nie trzeba przecież o tym tak głośno mówić. Ludzie pomyślą, że do 2011 roku urządzamy sobie wakacje.
- Chyba 2010, Grzesiu?
- Donaldzie, prezydentem zostaniesz dopiero w grudniu, potem święta, Sylwester, i już będzie rok 2011.
- Faktycznie... A o tym, że ja będę prezydentem nikomu Stefcio nie wypaplał?
- Nie, Donaldzie. Ale to i tak wszyscy już wiedzą.
- Myślałem, że to nasz kolejny szczwany tajny plan.
- Nie.
- A to przepraszam... Więc myślisz, że ludzie rzeczywiście tak pomyślą? Że my nic nie robimy?
- Hm, niekoniecznie. Stefcio i Januszek ciągle coś bredzą. Kto ich słucha? Lecz to ciebie, Donaldzie, Polacy wielbią. Musisz tylko udawać zapracowanego... Powiedz dziennikarzom, że nie jedziesz na wakacje.
- Po co?
- Ech, no wtedy ludzie zobaczą, że jesteś bardzo zajęty. A skoro ty pracujesz, to na pewno rząd robi mnóstwo dobrych rzeczy.
- Dokładnie! Mnóstwo dobrego! Tak jak teraz tym powodzianom pomogliśmy. I popatrz, ile dróg wybuduje nasz rząd!
- W miejsce tych, co już były.
- No to co...? Ale jedno mnie martwi, Grzesiu...
- Co takiego, Donaldzie?
- Zapomnieliśmy powiedzieć, że ta powódź, to wina PiS!


Komentarze
Pokaż komentarze (9)