254 obserwujących
1892 notki
3001k odsłon
  3789   0

Jak to było z procesem "WOŚP kontra Rybitzky"?

Coraz głośniej o tekście Wojciecha Wybranowskiego, który ukaże się w nowym numerze tygodnika "Do Rzeczy". Artykuł będzie dotyczył procesów wytaczanych przez Fundację WOŚP, głównie z ustanowionego w PRL art 212 kk. Jak wielu z Państwa wie, ostatnio także procesowałem się z WOŚP i to dosyć długo – chociaż do rozpoczęcia "prawdziwego" procesu nawet nie doszło.

Z oczywistych przyczyn nie wypowiadałem się o tej sprawie (chociaż stopniowo informacje o niej przenikały do mediów). Jak wiecie, ostatecznie przeprosiłem WOŚP, dlatego bynajmniej nie zamierzam się teraz usprawiedliwiać lub w ogóle analizować treści wpisu, za który zostałem postawiony przed sądem. Zamierzam po prostu pokrótce przedstawić chronologię i przebieg wydarzeń – ponieważ ciągle jestem o to pytany, a czasem pojawia się wiele mocno nieścisłych informacji.

Wszystko zaczęło się 9 stycznia 2011 roku, kiedy umieściłem wpis zatytułowany "Wielka Orkiestra Nazistowskiej Pomocy" (nie ma go już w Salonie24, ale skasowałem go dopiero przed przeprosinami).

Na początku września 2012 roku (czyli ponad 1,5 roku później) otrzymałem pismo z warszawskiego Sądu Rejonowego Mokotów, że jestem ścigany z oskarżenia prywatnego Fundacji WOŚP i otrzymałem kopię tegoż oskarżenia. WOŚP uznało, że pomówiłem Fundację, sugerując jej związki ze zbrodniczą ideologią totalitarną.

Wśród dokumentów były też pisma do policji z wnioskiem od odnalezienie blogera "Rybitzky". Byłem więc przekonany, że namierzyli mnie nasi dzielni funkcjonariusze – potem okazało się jednak, że wcale im się to nie udało – jak więc do mnie WOŚP w końcu trafiło, nie wiem (chociaż przyznam, że nie byłoby to trudne).

Nie pozostało mi więc nic więcej, niż wynająć kancelarię prawną i czekać na rozwój sytuacji. A było co obserwować.

Najpierw bowiem warszawski sąd stwierdził (zgodnie z zapisami kodeksu karnego zresztą), że sprawa powinna toczyć się przed sądem w miejscu zamieszkania oskarżonego. Tak się składa, że jestem zameldowany obecnie pod Wrocławiem – jest to powiat wrocławski, ale rejonem obejmuje go z jakiegoś powodu sąd w Oławie (to już osobny powiat 30 km dalej). Sąd Rejonowy w Oławie po otrzymaniu dokumentów z Warszawy nie chciał się jednak zająć sprawą i uznał, że ze względu na "interes społeczny" powinna się jednak ona toczyć w Warszawie. Decyzję tę zatwierdził Sąd Okręgowy we Wrocławiu...

...i była już wiosna 2013 roku. Do warszawskiego sądu złożyliśmy więc wniosek o umorzenie sprawy. Okazało się bowiem, że Fundacja WOŚP swoje papiery złożyła 12 stycznia 2012, a więc rok i 3 dni po moim wpisie. Tymczasem według przepisów wynika, że pokrzywdzeni mają rok na zgłoszenie sprawy – ale rok od czasu gdy dowiedzą się o krzywdzącej ich wypowiedzi, tekście itp. To oczywiście daje pole do różnych interpretacji, no bo jak ocenić, czy np. kiedy mój wpis z bloga dotarł do wiadomości Fundacji WOŚP od razu, czy też nie? Sąd najpierw uznał, że sprawa faktycznie powinna być umorzona (ta informacja przedostała się do mediów), ale po sprzeciwie prawników WOŚP tę decyzję unieważniono.

...i był już lato 2013. Zaczęliśmy się więc szykować do "prawdziwego" procesu. W międzyczasie sąd zapytał się jeszcze nas, czy... nie chcemy jednak procesu w Oławie (np. ze względu na świadków).

Znajomi prawnicy komentowali, że jeszcze nigdy nie widzieli, aby sądy tak bardzo przerzucały się jakąś tego typu sprawą. Nie chciałem już jednak dalszego żonglowania tym procesem. Warszawski sąd wyznaczył więc datę pierwszej rozprawy na... początek stycznia 2014.

W międzyczasie udało się porozumieć z prawnikami Fundacji WOŚP. Muszę jednak zaznaczyć, że nie była to oficjalna ugoda. Po prostu umówiliśmy się, że ja opublikuję przeprosiny, a oni wycofają akt oskarżenia – co też nastąpiło w grudniu 2013 roku. Dodam, że Fundacja WOŚP wzięła na siebie koszty procesu (300 zł).

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale